Mummy zone

Wyrzuty sumienia? Nie dziękuję nie potrzebuję !

posted by Marta M Lipiec 16, 2015 15 komentarzy

Macierzyński rachunek sumienia. Zmora nie jednej matki polki i nie polki. Ile razy Nas dopada ze każdym razem wbija w fotel, przygniata swoim ciężarem i gilgocze to stopie. Konstrukcja naszych komórek nerwowych na długie lata pozostanie zagadką dla największych tego świata.

Jest sobie matka. Porządna kobieta. Od miesięcy już kilku nie zaznała przespanej nocy. Ale nie narzeka, nie marudzi. Poświęcenie dla rodziny to jej drugie imię. Przychodzi taki dzień, że dostaje wolne. Tak pierwszy raz może wybiec z domu na ulicę, ucałować ziemię, zacząć krzyczeć, odtańczyć taniec zwycięstwa, bo o to udało jej się wycisnąć z dnia trochę dla siebie. Porzuca swoje dziecię. Zamyka drzwi. I o to włącza się pierwsza kontrolka. Na pewno płacze. Na pewno tęskni. Na pewno nie dadzą sobie rady beze mnie! Pójdzie głodne spać. Pójdzie brudne spać. W ogóle nie pójdzie spać. Co mi przyszło do głowy, żeby z domu wychodzić. Durna baba.

My kobiety jesteśmy mistrzyniami w kreowaniu historyjek bez pokrycia. Mało tego doskonale wiemy i widzimy jak nasze dziecko płacze jak Nas nie ma, czujemy ten burczący z głodu brzuszek i widzimy te brudne paznokcie na czystej pościeli. Na myśl Nam nie przyjdzie, żeby zrobić reset, olać system i po prostu wyluzować. A czemu zawdzięczamy ten stan rzeczy- wyrzutom sumienia- och dzięki, że jesteście co ja bym bez Was zrobiła!

Wyrzuty sumienia dostajemy w pakiecie poporodowym i nasilają się proporcjonalnie do wzrostu odległości od swojego dziecka. Nie pozwalają cieszyć się wolnością, łapać chwile i ładować akumulator. A jakie są tego konsekwencje? Brak wypoczynku dla ciała i psychiki, dodatkowe zmęczenie, syndrom złotej klatki.

Przerabiałam to wszystko! Dokładnie wiem co myśli i czuje matka zostawiając swoje dziecko pod opieką „obcego”. Bo czy to będzie mąż, babcia czy najlepsza ciocia, oni zawszą są „ten obcy”. Wychodziłam z domu i nerwowo spoglądałam co chwila na telefon w dwóch sprawach: a) ile minęło czasu od kiedy „nie wiem” co się dzieje z moim dzieckiem, b) dlaczego oni jeszcze do mnie nie dzwonią?

Konsekwencjami tego było ciągłe poddenerwowanie, rozmyślanie, przygniatanie własnej psychiki pryliardem niepotrzebnych myśli i chroniczne zmęczenie, od którego miałam przecież uciec. Błędne koło. Na szczęście w odpowiedniej chwili dałam sobie mocnego plaskacza w twarz i mogę mówić o triumfie. Choroba wyrzutów sumienia została wyleczona. A oto jak prostą receptą poradziłam sobie z tym wszystkim.

#1 Brak wiadomości to dobra wiadomość!

Ta złota zasada to podstawa leczenia wyrzutów sumienia. Jak tylko udało mi się zarejestrować ten prosty fakt, od razu poczułam się lepiej. Oczywiście, że nie trwało to dzień czy dwa, był to dłuższy proces przyswajania tej prostej wiadomości, ale jak tylko udało mi się z tym uporać poczułam pierwszą ulgę. Nikt do mnie nie dzwoni oznacza, że świetnie sobie dają beze mnie radę.

#2 Nie liczy się ilość a jakość czasu spędzonego z dzieckiem.

Wydawało mi się, że najlepsze co mogę dać mojej córce to chodzenie za nią jak cień, wyprzedzanie jej myśli i reakcji oraz szybkie reagowanie. W ciągu dnia liczyła się tylko ona, a wszystko inne zostało spychane na dalszy plan i to wszystko przecież dla „dobra dziecka”. Przestałam dostrzegać, że angażując ją we wszystko co robię, wymyślając zabawy, nosząc tam gdzie ja chcę, kradnę jej wolność. Teraz kiedy jest bardziej samodzielna widzę ile frajdy sprawia jej grzebanie przez pół godziny w kluczniku, chodzenie za piłką czy zabawa zwykłym kremem. Dzięki temu ja zyskuję czas dla siebie, świadomość jej wolności i duży bałagan.

#3 Matki nikt nie zastąpi.

Często nasze decyzje o wyjściu czy nie wyjściu, zostawieniu dziecka pod opieką czy nie, podyktowane są egoizmem i czystą zazdrością. Strachem przed tym, że ktoś  zrobi coś lepiej niż my. A wiadomo, że to my staramy się najlepiej ubierać, najlepiej gotować, najlepiej się bawić, to my wyznaczamy naszemu dziecku ścieżkę i niech ktoś nie myśli, że jest inaczej! Otóż prawda jest taka, że zdarzają nam się błędy i wpadki, że obserwując innych widzimy, że mogłyśmy zrobić lepiej. Sztuką  jest wyciągnąć z tego wnioski i nie powielać tych samych błędów. Przyznać się przed sobą, że mogłyśmy postąpić inaczej. A niezależnie od tego Nasze dziecko i tak Nas będzie kochało najmocniej, bo wiadomo matki nikt nie zastąpi!

Ja sobie już poradziłam z moimi wyrzutami sumienia. Nie mam problemu, żeby wyjść z domu na cały wieczór czy cały dzień, cieszę się tą chwilą i za każdym razem wracam wypoczęta i szczęśliwa. Wiem, że moje dziecko to czuje i ma jeszcze większy fun z mamuśki, która stęskniona jest w stanie przymrużyć oko na wiele spraw.

A Ty już się wyleczyłaś? Kiedy ostatnio miałaś wyrzuty sumienia i dlaczego? Mogę Ci pomóc ;)!

Możesz również zobaczyć

15 komentarzy

Katjuszka 23 lipca 2015 at 22:44

Ja dosyć szybko pozbyłam się tych wyrzutów sumienia. Każdą możliwą okazję pobycia samą celebruję! A co! Szczęśliwa mama to szczęśliwe dziecko. 🙂

Odpowiedz
asia/wkawiarence.pl 21 lipca 2015 at 18:43

przychodzi taki czas że i dziecko musi od nas odpocząc, odetchnąc. Dziś zaspałam, mój synek sam sie dopomniał – a przedszkole ? cóz – czas pewnie, że nie tylko mamy towarzystwo wystarcza 🙂
a ten kwiat na Waszych zdjęciach to wiciokrzew zgaduje ?

Odpowiedz
Marta M
Marta M 23 lipca 2015 at 15:30

Kurcze nie znam się na tych kwiatkach, u mnie nawet zioła od trasy suszone rosną 😉

Odpowiedz
Gośka 17 lipca 2015 at 15:42

A ja w tym temacie powiem tyle… UWIELBIAM kiedy moje dziecko potrzebuje wolnego:-) Wtedy mój KOCHANY JULASEK jest tylko babci:-) i wtedy jest dopiero zabawa:-) przez duże ,,Z” 🙂

Odpowiedz
Marta M
Marta M 17 lipca 2015 at 18:05

Nie chce wszystkiego wiedzieć…

Odpowiedz
Angela Stashkowa 17 lipca 2015 at 09:41

kocham Cię ❤️ dzieli nas tyyyyle kilometrów a Ty akurat teraz tutaj wiesz, ze ja takiego wpisu potrzebuje Haha Stach wyjechał z ojcem swym na weekend do dziadków. Chyba oszaleje z tej…. Radości!!!! Mam wolnyyyyy weekend!

Odpowiedz
Marta M
Marta M 17 lipca 2015 at 11:27

Wiedziałam ! Oszaleć z… radości ;), to rozumiem 🙂 ! Czuję Twoją radość przez te wszystkie dzielące Nas kiloooometry!
Tyyyyle wolnego czasu, wierzę że go dobrze skonsumujesz 😀 seeee… seeee… seeee… ❤

Odpowiedz
Magda 17 lipca 2015 at 00:26

Paradoksalnie najbardziej dobijało mnie zostawianie córki z teściową lub moją matką. Paradoksalnie bo to przecież kobiety, które wychowały rodziców tej dziewczynce. Nie miałam wyjścia bo kończyłam licencjat, zaczynałam magisterkę i robiłam kursy kwalifikacyjne. Bardziej niż o córce myślałam o tym czy przecisnę się przez śmierdzący spalinami kraków i czy wrócę do domu na 21 czy 23? W międzyczasie robiłam także prawo jazdy, w ciągu dnia byłyśmy razem. Wszędzie – w sklepie, bibliotece, urzędzie, z notatkami w ręce. Nie świrowałam bo wiedziałam, że tak musi być. Zawsze do wyprawki podrzutka wkładałam kartkę i wypisane godziny jedzenia, sposobu smarowania, przewijania itd. Babcie same prosiły o to bo teściowa nie miała przed zośką małego dziecka w domu przez 31 lat a moja matka przez ponad 20. Częściej dzwoniły one niż ja. Mąż udawał, że sobie radzi a w kryzysie pisał sms. Na wyjścia samopas nadal nie mam czasu. Nie ma kiedy i nie ma chęci. Jestem szurniętą matką i bardziej odpoczywam robiąc zakupy z córką, jadąc z nią nad rzekę lub wycieczkę krajoznawczą 🙂
Jeśli już jednak wyciągną mi tyłek z domu to cierpię nieziemsko bo tego nie lubię, ale nie mam wyrzutów sumienia. Wydaje mi się, że wystarczy podchodzić do naszego życia z dystansem, choć nie raz i nie dwa mówiłam znajomym, że nie idę bo wolę uspać córkę (a przy okazji siebie :D) a w rzeczywistości umarłabym z tęsknoty za tym małym, pachnącym, wykąpanym ciałkiem, które wciska pupę w mój brzuch i zasypia. teraz Sofija jest na tyle dorosła, że sama dba o przestrzeganie naszych zasad i rytuałów 🙂

Odpowiedz
Marta M
Marta M 17 lipca 2015 at 08:53

Uwielbiam tak dobrze zorganizowane kobiety, co to nawet przy nadmiarze obowiązków nie narzekają, nie marudzą, nie użalają się nad sobą! Uwielbiam takie podejście do życia! Widzę, że z Ciebie to lepszy człowiek orkiestra i powtórzę po raz setny- CZEKAM NA BLOOOOOOG !

Odpowiedz
Magda 17 lipca 2015 at 13:21

Mam 😀 tzn juz pokonałam nieco po omacku wszelkie podłączenia, punkt poboru opłat i nawet WP !:) ale zgromadziłam tez kupę materiałów, które wykorzystam na łapać ze snów i literki do pokoju dzieci a u buuba. pl znalazłam mega półkę na książki i będę kręcić jak nie poucinam rąk piłą 😀
Mąż mnie drażni nieziemsko juz od 2 doby po powrocie,ale dobrze bo wtedy pojawia się ciśnienie by obsmarowac moje sumienie i coś napisać :p

Odpowiedz
Marta M
Marta M 17 lipca 2015 at 18:16

Widzę, ze się nie obijasz ;). A blogowanie pomaga w takich sytuacjach 😉

Odpowiedz
Kasia Harężlak 16 lipca 2015 at 11:58

Jeszcze do niedawna nie potrafiłam wyjść z domu i nie napisać do męża, ale to kwestia nie wyrzutów sumienia a przeświadczenia, że beze mnie na bank się wali i pali! Ale już wyluzowałam 🙂 Wychodzę często, nawet częściej niż mój mąż. Myślę, że macierzyństwo to szukanie złotego środka – z jednej strony chcę wykorzystać ten rok, bo potem nie będziemy mieli tyle czasu dla siebie, z drugiej – myślę też o swoich potrzebach i po prostu przed podjęciem decyzji analizuję wszystkie za i przeciw. Dlatego na przykład nawet nie myślałam, żeby się zgłaszać na warsztaty do Modlina, ale za to chętnie pojechałam na Blogotok do Kielc, mimo że Tadzio miał wtedy niecałe trzy miesiące. Życie to sztuka kompromisu 🙂

Odpowiedz
Marta M
Marta M 16 lipca 2015 at 20:39

Ale udało się! Jest sukces 🙂 !
A może widzimy się w Gdyni :D?

Odpowiedz
Kasia Harężlak 16 lipca 2015 at 21:09

No niestety nie 🙁 Tydzień później wakacjujemy się, więc odpada, ale zapraszam w listopadzie na kolejny Blogotok, no i Blogowigilia – tam też mam zamiar się pojawić 🙂

Odpowiedz
Marta M
Marta M 16 lipca 2015 at 21:11

Buuu… No to może uda się spotkać na Blogowigilii będę polowała na bilety 🙂

Odpowiedz

Skomentuj