Baby zoneMummy zone

Zabawki, które uratowały mnie przed kryzysem macierzyńskim

posted by Marta M Sierpień 17, 2015 11 komentarzy

Macierzyństwo jest złożone z drobnych kryzysów, które dodają mu uroku i sprawiają, że jesteśmy jeszcze silniejsze i jeszcze lepsze. Każdego dnia przychodzą i bez pytania próbują zaprowadzić nieład w Naszym (nie)doskonałym świecie. One były, są i będą, ja w najbliższych latach/miesiącach/dniach spodziewam się przynajmniej kilku(nastu/dziesięciu) ;). Zakasam rękawy, czekam i niczego się nie boję z moją małą armią.

1. Pan Kostek- pierwsza zabawka, którą dostałyśmy (nie pamiętam od kogo, ale należy mu się pomnik). Jak przez pierwszy miesiąc życia oczekiwałam reakcji i nici kontaktu z Panną J. to Pan Kostek był cały czas na tapecie. Brzęczenie, gwizdanie, gadanie, śmienie- bez odbioru ze strony dziecka. A jak tylko zaczęła dostrzegać coś swoimi oczkami, to bez Pana Kostka nie wychodziłyśmy z domu. Jego dźwięk, kolor, kształt działał cuda wtedy, kiedy tego najbardziej potrzebowałam.

2. Mata. Taka najzwyklejsza, ikejowska z trzeba gadżetami i śmiesznym kocurem. Julas przeleżała na niej kolejne dwa miesiące życia, wpatrując się w latającego ptaszka i próbując złapać szeleszczącą chmurkę. Pierwszy samodzielny obrót też zaliczyła na macie. Z biegiem czasu próbowała nawet zjeść całą konstrukcję, ale w porę zareagowaliśmy i posłuży jeszcze przyszłym pokoleniom ;).

3. Śmieszne minki. To jest jakiś HIT HITÓW! Ja tu oczywiście siliłam się na czarno-białe książeczki, które działają cuda dla wzroku i rozwoju dziecka. Tylko guzik z tego wyszło finał jest taki, że mamy całą kolekcję tak jak matka internetowa przykazała, a ona upodobała sobie tą kolorową, najbardziej pstrokatą z możliwych, tą do której ja sama musiałam się chwile przyzwyczaić. Wystarczy lustereczko i śmieszne minki, a radość dziecka i pierwszy głośny śmiech gwarantowany. Książeczka łagodziła KAŻDY płacz Julasa, autentycznie KAŻDY. Znam książeczkę już na pamięć i powiem Wam, że z upływem czasu nawet i ja się do niej przemogłam.

4. Puzzle edukacyjne. Najlepsze są te literki/cyferki, w które można palca włożyć, wyjąć i spróbować, u Nas najsmaczniejsza była cyferka 8. Tyle w temacie.

5. Kaczuchy i wszystkie inne kąpielowe gadżety mile widziane. Jak ten bobas spokojnie sobie leżał w wannie i można było z nim robić co Nam się podoba było naprawdę super. Ale od momentu kiedy to ona decyduje kiedy dosłowni wychodzi z wanny to tylko kaczuchy i przylepce na wannę pozwolą spłukać ostatnią pianę.

6. Smartfonik. Fascynacja elektroniką od dziecka i upodobanie sobie telefonów rodziców, dziadków, kuzynów, przywołała potrzebę zakupu pierwszego osobistego smartfona. Niech ma.

Teraz przedstawię Wam tą prawdziwą listę „zabawek”, które na tym etapie sprawiają więcej radości, niż te z listy powyżej. Unfortunately.

1. Klucze- czy od kiedy w Twoim domu pojawiło się więcej mieszkańców, też zauważyłaś większą tendencję do gubienia kluczy? My też! Dlatego ze wszystkich starych, nieużywanych, co to zawsze trzymaliśmy w schowku na zasadzie „a może się przyda”, zorganizowaliśmy jeden porządny pęczek. Oczywiście z dużą ilością breloczków.

2. Portfel- ten w wersji mini dopiero się tworzy, ale widząc zamiłowanie córki do tatusia kart kredytowych trzeba znacznie przyśpieszyć ten proces. Nie wspominając już o tym jak przez tydzień poszukiwaliśmy prawa jazdy i jedną nogą byliśmy już w urzędzie, żeby wyrobić nowe. Zdecydowanie oryginalny portfel z dużą ilością kart/wizytówek, to coś co musimy mieć, na cito.

3. Tubki. Ha! To jest dopiero rewelacyjna sprawa. Żadna zmiana pieluchy i żaden szybki prysznic mi nie straszny jak pod ręką mam (zamkniętą, dobrze zabezpieczoną) tubkę. Żadne buteleczki, pudełeczka, nic. Musi być tubka i już dziecka nie ma.

4. Korale. To nawet ja z mojego dzieciństwa pamiętam jak je uwielbiałam. To małe stworzenie jeszcze nie wie do czego one służą, ale jak mama je nosi to muszą być super i ja też muszę je mieć, choćby po to żeby sprawdzić jak smakują. Dlatego w wieku 9 miesięcy stała się szczęśliwą posiadaczką pierwszych matczynych korali, które są w jej osobistej kosmetyczne razem z…

5. Tuszem. A to zamiłowanie do matczynej kosmetyczki my kobiety mamy w genach. Szkoda, że tak późno zorganizowałam wersje mini, bo w chwili obecnej moje cienie są w totalnej rozsypce (wszystkie!), cudem uchował się ostatni puder.

6. Termo opakowanie na butelki. Mini torebeczka, szeleszcząca grzechotka, schowek na wszystko co wpadnie w ręce w jednym. Prawdę mówiąc jeszcze ani razu nie użyłam go zgodnie z przeznaczeniem. Za to córa przetestowała go w każdą możliwą stronę, jest w ciągłym użyciu od jej 4 m.ż.

Te wszystkie zabawki i nie zabawki to tylko wersja skrócona listy 10. miesięcznego bobasa. Dajcie mi koniecznie znać w co mam się uposażyć na następne przynajmniej 10 lat. No dobra z tą dychą trochę mnie poniosło, na najbliższy rok wystarczy. Jakie są Wasze hity hitów? Plisss, każda matczyna rada mile widziana!

Możesz również zobaczyć

11 komentarzy

Anula 10 września 2015 at 07:57

Ojj mój Podopieczny kocha wszystko co nie jego 😉 klucze, telefon (taki zabawkowy go nie kręci), kredki (jak wspaniale smakują i od razu można sobie zrobić make up nimi), pralka a raczej przestawianie funkcji, piloty do tv czy radia. Najlepsze są zdecydowanie schody mimo zabezpieczenia, można z nich coś zrzucić, bądź pomiędzy nie można wcisnąć zabawki (są to jakby deski i pomiędzy stopniami są przerwy puste).

Pozdrawiam i zapraszam do siebie!

Odpowiedz
Kaska 18 sierpnia 2015 at 16:06

cóż… mój 10miesięczny syn ma tak samo oprócz korali… chociaż może dlatego, że ja nie noszę 😀

Odpowiedz
bazyljuszka 18 sierpnia 2015 at 12:20

U nas na tapecie są włosy. Moje… cierpią przy tym niesamowicie. Jak Młoda złapie to umarł w butach!

Odpowiedz
Gibonikowa mama 18 sierpnia 2015 at 12:15

U nas tubki z kremem też były hitem. oprócz tego garnki, pokrywki, drewniane łyżki … ;-).

Odpowiedz
dziubaski 18 sierpnia 2015 at 09:41

Heniu upodobał sobie pilot, suszarkę a szuflada z dodatkowymi kablami przedłużaczami to raj, zabawki idą w kąt.

Odpowiedz
Patrycja 18 sierpnia 2015 at 08:04

My mamy krzesełko edukacyjne i stolik edukacyjny, ale nie wygrywają te zabawki z butelka wody i wyciąganiu ubrań z szafki 😉

Odpowiedz
Marta M
Marta M 18 sierpnia 2015 at 09:20

Wyciąganie ubrań ojjjj tak 😀

Odpowiedz
Iza - łowca zabawek 18 sierpnia 2015 at 07:36

Izy jedną z ulubionych zabawek był motylek z Lamaze znaleziony na lotnisku. Bardzo też lubiła taką zawieszkę w kształcie kury- kaczki kto wie co to jest 🙂

Odpowiedz
Madagene blog 17 sierpnia 2015 at 22:15

Skąd ja to znam. U nas najbardziej sprawdziła sie mata edukacyjna, ale odkąd Lili rozbierała ją na czynniki pierwsze mama zwinęła na zawsze, żeby pozbyć się bałaganu. Co do zabawek rodziców to dzień bez mojego telefonu komórkowego, kluczy i butelki z wodą mineralną to dzień stracony 🙂 Są gadżeciary te nasze dziewczyny:D

Odpowiedz
Marta 17 sierpnia 2015 at 22:00

W zasadzie to codziennie odkrywa coś nowego, ale to nasze sprawdzone hity: pilot od tv, portfel, telefon, szuflady ze skarbami w kuchni, rolka papieru toaletowego, książki 😀

Odpowiedz
Marta M
Marta M 17 sierpnia 2015 at 22:13

Zapomniałam o pilocie! My mamy tylko od radia, ale i tak jest w TOP 10 😉

Odpowiedz

Skomentuj