Mummy zone

Wolność w związku

posted by Marta M Sierpień 14, 2015 0 komentarzy

-Jedź sobie jedź, proszę bardzo ja sobie poradzę!

-Ale nie no kotek nie mów tak. Robisz to specjalnie. Przecież ja wcale  nie mówiłem, że chce gdzieś wyjść tylko sobie pomyślałem, że byłoby miło… Yyyyy…No dobra nigdzie nie idę.

Z moich środowiskowych obserwacji wynika, że są 3 główne typy związków. Związki zupełnie wolne, związki z ograniczoną wolnością i związki zupełnie hermetyczne, klaustrofobiczne. Zacznę sobie od tych najciekawszych.

Związki dwóch osób, które są zupełnie zależne od siebie. Są to związki, w których głównie jedna osoba sprawuje piecze nad wszystkim. Jest głową i szyja jednocześnie. Każdy ruch drugiej osoby jest mocno inwigilowany. Sprawdzanie telefonów, ustalanie kalendarza spotkań. Wyobraźcie sobie, że związki kontrolują się do tego stopnia, że mężczyzna podając mail podaje adres żony! Jakbym na własne uszy nie słyszała,  to bym nie uwierzyła! Gdzie w takich związkach jest zaufanie?

Kolejny typ związków to te z ograniczona wolnością.  Każdy na swój kalendarz, telefon i mail, nie ma ingerencji w swoją prywatność. Ale jak dochodzi do samotnych wyjść tzw. night outów, to wtedy zaczynają się schody… Zaczyna się cała wiązanka: zostawiasz mnie samą/samego i wychodzisz, tak? Weekend z kumplami, zapomnij co Wy tam będziecie robić? Czemu dzisiaj znowu wychodzisz? Ostatnio widziałeś się z tym kolegą, spędzasz z nim więcej czasu niż ze mną!

Ostatni typ związków to wolne strzelce, nie ukrywam- mój faworyt! Związki te nie tracą czasu na robienie problemów z wieczornych wyjść czy godzinnych spotkań (uwaga!) z płcią przeciwną, nie ma fochów, że jedno wychodzi, a drugie zostaje, nie ma kłótni o męskie/kobiece weekendy i całą tą wolnościową strefę.

Dlaczego jestem zwolenniczką ostatniego typu związku? Bo sama taki mam! Nie duszę Pana Męża i sama nie czuję, żebym się dusiła. Nie znam haseł do kont na maile/do banku/facebooka czy innych takich, bo jest mi to niepotrzebne. Ufam i chce być darzona zaufaniem. Wieczorne wyjścia nie są dla mnie problemem, sama świetnie zagospodaruje swój czas i będę z tęsknotą czekała, aż wróci. Nie raz zabierałam tego łobuza z miasta i nie raz miałam z nim problemy. Ale ta chwilowa złość szybko mijała i następnym razem znów się stawiałam w wyznaczonym miejscu.

Nie wyobrażam sobie sytuacji, w której on ma ochotę wyjść z kumplami a ja mu zabraniam, robię sceny, strzelam fochy, tupie mogą, knebluje drzwi albo zaczynam robić striptiz, żeby użyć najlepszych argumentów. To tak jak ze mną, jak jest gorąco i mam ochotę na loda, a on by mi zabraniał, go zjeść! Nie ważne czy jest to 10 rano czy 21 (no dobra o 21 mam większe wyrzuty sumienia), ja MUSZĘ go zjeść. A co się będzie ze mną działo jak tego nie zrobię? Będę zła i zniesmaczona. Wtedy to będę miała prawdziwy powód do złości i fochów. Tak samo byłoby z wieczornym wyjściem, nie samo wyjście byłoby problemem, a raczej jego brak. To stawianie sobie ograniczeń prowadzi do kłótni, a nie pełna swoboda w związku.

Nigdy nie wiemy co możemy stracić przez takie stawianie ograniczeń. Przecież poza domem czeka nas tyle przygód. Tak jak ostatnio, jak wybrał się na męski weekend. 4 chłopa + 2 przewodników + wiślana dzicz+ gardzenie łącznością telefoniczną (ok nazwijmy to dyplomatycznie brak zasięgu, przecież to była dzicz) = przygoda życia i ryba życia!

Rozumiecie sytuację? Cały weekend sama z dzieckiem… A wróć cały tydzień sama z dzieckiem. On wyjeżdża, zostawia Nas same. Znów. A jak później pokazuje mi to coś co złapał i opowiada o tym jak dobrze się bawił, to cieszę się bardziej niż on!

Nawet przez chwilę nie przyszło mi na myśl, żeby go nie puszczać, żeby lepiej siedział z Nami w domu i trzymał Nas za rączkę. My z Julasem świetnie sobie poradzimy :). A taka przygoda może już więcej się nie zdarzyć. I wiecie co jest jeszcze w tym wszystkim fajnego? Że mam takiego męża, co złapał taaaakąąąą duuuuużą ryyyyybę i teraz mogę wszystkim się chwalić :D.

Wolność, wolność i jeszcze raz wolność!

 

A jak jest u Was? Raczej zawsze razem, czy macie czasami wolne? Może znacie jakiś ciekawy przykład jak ten ze skrzynką mailową pewnej pary, czy kalendarzem spotkań gdzie to żona ma główny nadzór i ustala grafik męża?

PS. Przepraszam, ale tą rybą MUSZĘ się pochwalić! Po prostu muszę! Dla zatroskanych od razu powiem, że wróciła do Wisły tam gdzie jej miejsce 😉

Wyprawa zorganizowana przez profesjonalnych przewodników wędkarskich. Link do stronki już macie, a >TU<, możecie podejrzeć ich na facebooku 🙂

Możesz również zobaczyć

Skomentuj