CiążaMummy zone

3 typy matek, z którymi nie umówię się na kawę

posted by Marta M Sierpień 21, 2015 1 Komentarz

Może nie powinnam nic mówić, może powinnam przemilczeć temat, pomyśleć co moje, ułożyć wiązankę w głowie i zamknąć się. Ale nie mogę, nie mogę bo mi nie przejdzie, nie ulży, nie poczuję się lepiej. A tego właśnie potrzebuję !

Pogoda nie sprzyja siedzeniu w domu. Balkon nasz choć atrakcyjny, po pewnym czasie nudzi się maluchowi. Szukając rozrywek zjeździłam rowerem z Julasem na zapleczu, chyba wszystkie okoliczne place zabaw i niestety, poza huśtawkami dla maluchów nie ma więcej atrakcji. A te coraz bardziej aktywne i ambitne dziecko chciałoby ganiać już za starszakami. Tylko wtedy to mama musiałaby uskutecznić swoje drabinowe akrobacje, żeby upilnować to dziecię.

Do czego zmierzam? Wszystkie okoliczne place zabaw, są super! Dużo bardziej wolę spędzać na nich czas niż na osiedlowym! Mamy tam są anonimowe, jedna drugą zaczepi w kurtuazyjny sposób, pytaniem typu standard, żeby tylko zagadać, żeby do kogoś buzie otworzyć. Wszystko przebiega tak jakby spokojniej, każda mama przy swoim dziecku, przyszły tam, żeby spędzić czas właśnie z nimi. Zupełnie inaczej niż na tych osiedlowych placach zabaw.

Ostatnio moje dziecko zintegrowało mnie z większością sąsiadów, bo do tej pory po kilku latach w jednym miejscu, poza najbliższymi z piętra nie znałam nikogo. Więcej czasu spędzam na naszym mikro placu zabaw gdzie wszystkich łączy wspólna piaskownica, a troje dzieci na zjeżdżalni to już dziki tłum. I tak chcąc nie chcą, stojąc ramię w ramię, słucham jakie tym razem okoliczne problemy inne mamy próbują rozwiązać. Im dłużej tam jestem tym szybciej dostaję białej gorączki, dreszczy i zawrotów głowy na raz. I tak po takich kilku dniach na osiedlu nadszedł mnie plan na listę matek, z którymi na pewno NIE umówię się na kawę:

Matki plotkujące– siedzą z dziećmi w piaskownicy, robią babki, a za chwilę słyszę: „takie osiedle duże, a ciągle te same dzieci na placu zabaw, czy te mamy nie wychodzą z tymi dziećmi na dwór?” Nie wiem może w tym zdaniu nie ma nic bulwersującego, ot tak dwie mamy zamiast o swoich dzieciach pogadać to martwią się o dzieci sąsiadów, jakie one są kochane. I ten ton wypowiedzi, podszyty nutą zdziwienia i pretensji. Co to je obchodzi? Czy na prawdę nie mają ciekawszych tematów? A może te mamy nie lubią takich mam jak one i dlatego nie wychodzą, albo zabierają swoje dzieci na dużo fajniejsze place zabaw niż ten mikroosiedlowy.

Matki ignorujące– osiedle jest zamknięte, monitorowane i raczej czuje się na nim bezpiecznie. Jest cała gromadka starszaków, którzy latają z pistoletami, ganiają się i graja w piłkę do zmierzchu i to jest fajne. Ja tez tak miałam, to zupełnie moje dzieciństwo. Całe dnie na dworze i jeszcze jak ciemno było to się błagało mamę o kolejne 5 minut. Ale jest takie jedno dziecko, które jest coś pomiędzy tymi starszakami, a tymi mniejszymi z piaskownicy. I jest ciągle bez opieki. Inne dzieci w jego wieku jeszcze przychodzą z rodzicami. Nie mówię, że rodzice jak te helikoptery krążą nad nimi i kontrolują każdy ruch, ale po prostu są. Jak jest konflikt w piaskownicy to reagują, jak ich dziecko płacze też reagują. No właśnie i tak się często zdarza, że inne dzieci płaczą przez tego chłopca, który przychodzi sam. Sama byłam świadkiem jak z odległości pół metra rzucił w jednego chłopca kamieniem, jak innemu wysypał wiaderko piasku na plecy, jak niemowlakowi bez zapytania kogokolwiek wyjadł wszystkie chrupki kukurydziane, jak temu samemu niemowlakowi zabrał jego zabawkę i pchnął ją ile miał sił, aż ta o mało się nie uszkodziła, do tego klnie jak szewc i przy każdym zwróceniu uwagi mówi, że to nie on, nawet do mojej Julki powiedział „Ty dupku„! I jak tylko zwróciłam mu uwagę, zareagował szyderczym śmiechem i namawiał swojego kolegę (tego samego, którego zdzielił później kamieniem), żeby powiedział do niej tak samo. To są tylko przykłady z jednego dnia! Temu dziecku wszyscy grzecznie i kulturalnie zwracają uwagę. No właśnie „wszyscy”. Mamę widziałam do tej pory tylko raz, jak przyniosła mu buty, bo z domu na boso wyszedł. Założyła mu buty i odwróciła się na pięcie i wróciła do domu…

Matko „nicniewolno”– w przeciwieństwie do matki ignorantki, która nie ma szans sama zwrócić swojemu dziecku uwagi, lub chociaż poobserwować jak się zachowuje. Matki nicniewolno to kobiety cienie. Na krok od dziecka nie odstępują, a ich ulubione powiedzenie to „nie wolno”. Nie wolno wchodzić tak szybko, nie wolno tak sypać piaskiem, nie wolno tak głośno krzyczeć. Helloł! Jesteśmy na podwórku, gdzie jak nie tu? W domu przecież też nie wolno. Dzieci mają tyle energii, że nie potrafią chodzić tylko wszędzie biegają. Ja im zazdroszczę tej energii, sama bym chciała tyle mieć. A z tym krzykiem, no cóż, jakby coś mnie wkurzło pewnie też wolałabym sobie krzyknąć, od razu zrobiłoby mi się lepiej. W domu te dzieci nie krzyczą bo nie wolno, a na dworze nie krzyczą, bo im nie wypada. To gdzie w takim układzie jest dobre miejsce, żeby dziecko wyładowało swoją energię ja się pytam?

To są trzy główne typy matek, których nie lubię i które omijam jak tylko mogę, no i na tą tytułową kawę w życiu bym się nie umówiła. Na szczęście duża część tych mam, które spotykam to na prawdę normalne i kulturalne osoby. Można z nimi porozmawiać i to nie tylko o dzieciach, wymienić się doświadczeniami jak trzeba, po prostu miło spędzić czas w tej piaskownicy, obserwując jak Twoje dziecko zmaga się z kolejnymi babkami z piasku, albo próbuje podbić zjeżdżalniową twierdze.

 

Dopiszecie coś do listy? Macie swoje „ulubione” typy matek?

Możesz również zobaczyć

1 Komentarz

Gibonikowa mama 22 sierpnia 2015 at 23:52

Mnie najbardziej rozwala ten 3 typ. Dziecko broń Boże nie może rąk ubrudzić! Masakra!

Odpowiedz

Skomentuj