Mummy zone

O matko (nie) polko, jak żyć!

posted by Marta M Czerwiec 12, 2015 4 komentarze

Przychodzi taki dzień w życiu każdej mamy, że masz ochotę choć na chwilkę, choć na sekundkę wskoczyć w skórę tego dzieciora i zacząć krzyczeć mu do ucha i zapytać, co on na to?! A niech sobie posłucha, a niech zobaczy jak to jest. I coo? I cooo? Co Ty na to? Fajnie Ci tak? Zróbmy deal- ja przestaje wrzeszczeć, Ty do końca dnia bierzesz ze mnie przykład.

Czy chociaż raz wyobrażałaś sobie taką scenę? Jeżeli odpowiedź jest twierdząca… brawo! Witaj. Jesteśmy na jednym statku. Właśnie przeżyłyśmy zderzenie z górą lodową i musimy się ratować. Tylko uwaga kajuty już pełne, szukamy innej drogi ucieczki.

Przedstawiam Wam kilka moich opatentowanych sposobów jak przetrwać ten czas.

Po pierwsze dzwonię. Dzwonię do pierwszych kilku osób, które mam w telefonie w zakładce „ulubione”. Jako, że pierwszy jest oczywiście Pan Mąż to on dostaje pierwszą kulę, niech ma za swoje, niech mi współczuje i niech lepiej uważa, bo jak tylko przekroczy próg domu to ja wychodzę. Idę pracować tam gdzie on w ciszy i spokoju. A tak w ogóle to czemu jego jeszcze nie ma. Teraz to bardziej jego dziecko niż moje. Po 19 to już musztardka po obiadku, dziecko śpi, kurtyna opadła, koniec teatrzyku. Jak już się naskarżę do PM na jego dziecko i w odpowiedzi usłyszę tylko ciche westchnienie i słowa pocieszenia „dasz radę Kochanie”, to wtedy wiem, że pora na kolejny telefon. Druga osoba na liście to oczywiście Kochana Mamusia!

Wtedy wylewam wszystkie żale. Mogę ponarzekać na cały świat. Myślami wracam nawet do nieprzespanych nocy sprzed miesiąca i narzekania, że ich jeszcze nie odespałam i nie widzę perspektyw w najbliższych 30 latach, że to zrobię. Dorzucam do tego problemy z jedzeniem, piciem, spaniem w ciągu dnia i idealna mieszanka wybuchowa gotowa. Z drugiej strony słuchawki, już jest lepiej, bo poza współczującym westchnięciem, mogę liczyć na słowa wsparcia i wirtualne poklepanie po ramieniu. Jak słyszę ten ciepły, opanowany i spokojny głos „Doskonale Cię rozumiem córciu, Ty też taka byłaś czasami. A pamiętasz jak Ci mówiłam, że do dziś mam blizny na sutkach od karmienia…”  Wtedy atmosfera powoli wyładowuje się i od razu mi lepiej, bo moje sutki na szczęście są w stanie nienaruszonym. A na samą myśl, że zawsze mogło być gorzej w pewnym sensie pociesza człowieka…

[dt_quote type=”blockquote” font_size=”big” background=”plain”]

„Zawsze mogło być gorzej…”

[/dt_quote]

Po drugiej rozmowie telefonicznej już jest lepiej nie tylko mi, ale i dzieciowi. A to za sprawą tego, że wszystkie rozmowy są na głośnomówiącym tak żeby Młoda mogła aktywnie uczestniczyć w dyskusji i wierzcie mi to pomaga! Jak już się wszystko wyładuje, to tylko ostatni telefonik oczywiście do przyjaciela! Już na spokojnie, już bez krzyków, już żeby zapomnieć o całej sprawie.

Patent numer 2 to oczywiście wielkie wyjścia. Odbywają się w atmosferze wielkiego krzyku, z wielkim szybkim pakowaniem, wielkim bałaganem wokoło i wielką hecą. Pierwszy łyk świeżego powietrza to pierwsza przerwa i wielka niewiadoma. Szanse, że będzie dobrze są mocno wyrównane 50:50. Jak przy drugim oddechu słyszę, że płacz przechodzi w radosne pianie koguta, wiem, że jesteśmy uratowane ! W każdym innym wypadku należy zachować spokój i zacząć tańce, śpiewańce, hulańce, a to wszystko trzymając się mocno ramy wózka. Obrządek rodem z indiańskich plemion, zwiększa szanse na przetrwanie.

W przypadku niepowodzenia patentu nr. 1 i 2 mamy ostatnie wyjście ewakuacyjne. Wycieczka samochodem. Sprawdzam listę zadań, wybieram najdalej położone centrum handlowe i gooołłł. W grę jeszcze wchodzi park, plac zabaw i każde inne bardziej zaludnione miejsce. Zmiana środowiska dobrze na nią wpływa, a kontakt z innymi dziećmi poprawia samopoczucie już nie wspominając, że sama przejażdżka samochodem z mamusią to wielka atrakcja!

No dobra ja Wam zdradziłam moje sikrety jak tu sobie z dzieciem radzić, ale może Wy macie ich więcej. Ba, jestem pewna, że macie ich więcej! Nie bądźcie sknerusy podzielcie się!

Możesz również zobaczyć

4 komentarze

MADAGENE BLOG 18 czerwca 2015 at 17:13

udaję się od czasu do czasu na spotkania towarzyskie w towarzystwie koleżanek też matek 🙂
i nie rozmawiamy w ogole o dzieciach! 🙂

Odpowiedz
Irmina 12 czerwca 2015 at 22:04

Zapraszamy na Forty Bema 🙂 dużo zieleni, cisza spokój, woda, kaczki które można karmić no i oogromny plac zabaw gdzie nawet maluchy znajdą coś dla siebie 🙂

Odpowiedz
Marta M
Marta M 12 czerwca 2015 at 23:16

Tam Nas jeszcze nie było 😉

Odpowiedz
Gibonikowa mama 12 czerwca 2015 at 17:25

Patent z wyjściem „do ludzi” zawsze działa :-).

Odpowiedz

Skomentuj