Baby zone

Miłość (nie) od pierwszego wiązania.

posted by Marta M Marzec 29, 2016 12 komentarzy

Były łzy, był płacz, nerwy, frustracja i rezygnacja. Nie myślałam, że kiedyś do tego wrócę.

Moja przygoda z chustą przy pierwszym dziecku zakończyła się szybciej niż zaczęła. Nieodpowiednia chusta (czyt. pościelówa), nieodpowiednie przygotowanie, nieodpowiednie podejście. Zawiązałam małą ze 2 razy po krótkim youtubowym kursie i tyle.

Od kiedy wewnętrznie podjęłam decyzję, że TAK chcę spróbować jeszcze raz, zaczęłam przygotowywać się do chustowania. Bardzo dużo rzetelnych artykułów znalazłam u Marty. Przepadłam u niej na blogu na dobrych kilka godzin. Od tego zaczęła się moja nowa przygoda z chustą.

Tak naprawdę dlaczego chciałam zacząć wiązać?

Nie dlatego, że to trendy i że wszyscy wiążą. Nawet nie dlatego, że czułam wewnętrzną potrzebę bliskości. To co mną kierowało to względy praktyczne! Nie mamy wielkiego domu z ogromną piwnicą i garażem gdzie będę mogła składować wszystkie wózki, a z moim dotychczasowym ciężko mi się rozstać, za bardzo go lubię. Stąd pomysł- chusta. Starszaka dalej będę woziła w wózku, a z młodszym będę się motała.

Jak zaczęłam wiązać w chustę?

Po pierwsze wiedziałam, że będę musiała wybrać odpowiednią chustę. Zrobiłam to. Po drugie wiedziałam, że sama w walce z niemal 5 metrową chustą mogę ponieść porażkę. Nie chciałam tego. Dlatego tu z pomocą przyszła mi Marta- konsultant chustowy. Po trzecie zmieniłam nastawienie. Udało się.

Pierwsze wrażenia po zawiązaniu?

Dobra tak prawdę mówiąc pierwsze wrażenie może opuszczę, bo nie używam na blogu niecenzuralnych słów, a w tym wypadku musiałabym ;-). W myślach przeklinałam samą siebie i zaczęłam się głęboko zastanawiać czy oby rzeczywiście tak bardzo lubię mój wózek czy może powinnam rozważyć kupno nowego. Ale od początku…

Całej sztuki wiązania uczyła mnie Marta– już za kulisami słyszałam, że to najlepszy doradza chustowy w Warszawie i okolicach! Jedno popołudnie spędzone w jej towarzystwie to ogromna dawka praktycznej wiedzy, szczypta porad fizjoterapeutycznych i wiadro nowych umiejętności. Wiązanie z Martą przebiegało sprawnie. Wszystko wydawało się takie proste i takie logiczne. Mimo, że moje dziecko było wyspane, to było trochę marudne. Raz dwa wzięłyśmy go w obroty. Trochę kołysania, trochę śpiewu i udało się zawiązać malucha. Jakie było moje zaskoczenie jak mały po chwili się uspokoił i znów zasnął.

Drugie wrażenie

Zaczęła się rzeczywistość. Marta zamknęła za sobą drzwi, a ja wiedziałam, że muszę ćwiczyć. Ten pierwszy raz nie należał do najłatwiejszych, ale wiedziała, że tym razem tak łatwo skóry nie sprzedam. To co mi pomagało to odbijające się jak echo w głowie wskazówki Marty. Chwile to trwało, ale zaczęło mi się udawać! Poszło nam na tyle sprawnie, że odważyłam się wyjść z nimi poza teren osiedla. Mało tego to biegałam za starszakiem, grałam z nią w piłkę i bujałam na huśtawce, a to wszystko z przyklejonym do mnie maluchem.

To było niesamowite jak przyjemnie mi było przytulać się do niego. Jak piękny to był widok tak błogo śpiącego maluszka. Na całym około 2 godzinnym wyjściu mały nawet nie otworzył oka, a starszak był tak wylatany, że do domu ciągnęłam dwa śpiochy.

Po tym wyjściu poczułam co to- magia chusty.

A Ty wiążesz dziecko w chustę?

Albercik to przyjaciel Marty, towarzyszy jej przy każdej chustowej konsultacji. Waży więcej niż przeciętny noworodek, mówi tyle samo i nie płacze. Idealny do współpracy.

Możesz również zobaczyć

12 komentarzy

Ali 22 sierpnia 2016 at 23:29

Mam chustę, ale jeszcze nie używałam. Zastanawiam się czy nie kupić nosidełka. Ma ktoś porównanie?

Odpowiedz
Marta M
Marta M 23 sierpnia 2016 at 07:26

Z tego co się orientuje to na początek najlepiej chusta, najpewniej i najbezpieczniej a później jak już dziecko siedzi przenieść do nosidła 🙂

Odpowiedz
Anna 1 kwietnia 2016 at 08:09

Mój synek ma 10 tygodni, w tym tygodniu zaczelismy naszą przygodę z chustą i choc przy pierwszym wiazaniu malutki protestował, to teraz jest ok. Na początek kupiłam używana chustę kółkową,

Odpowiedz
Kasia 30 marca 2016 at 00:10

A co to za chusta?? Cudna!

Odpowiedz
Marta M
Marta M 30 marca 2016 at 22:37

Marty szkoleniowa, zapomniałam nazwę 😛

Odpowiedz
Mari 29 marca 2016 at 13:33

Bardzo ładna ta Twoja chusta 🙂 pewnie sama bym się na nią zdecydowała (to Tula?), ale podobno z pasami na początku jest łatwiej 😀 Jeszcze tylko niecały miesiąc i i my będziemy stawiać pierwsze kroki. Mam nadzieję, że dam radę sama!

Odpowiedz
Marta M
Marta M 29 marca 2016 at 17:29

To jest szkoleniowa chusta Marty, nie nie tula ;). A ostatni miesiąc to najdłuższy miesiąc ciąży ;). Powodzenia 🙂

Odpowiedz
Firliki 29 marca 2016 at 09:49

Ja na razie tylko uspokajam i usypiam Małego (nauczyłam się jednego wiązania), ale chcę spróbować jakiś domowych czynności z zamotanym maleństwem, no i spaceru oczywiście 🙂

Odpowiedz
Marta M
Marta M 29 marca 2016 at 17:24

Super, że działa usypianie i uspokajanie ;). A od tego to tylko już krok do spaceru 😉

Odpowiedz
Mylittleme 29 marca 2016 at 09:37

My właśnie też przełamujemy się do noszenia w chuście. Mam chwile euforii i tatalnego zrezygnowania w związku z chustą. Pierwsze wiązania miały miejsce jak córeczka miała 3 tygodnie i rzeczywiście uspokajała się w chuście. Z czasem zaczęła się denerwować, że nie może się poruszyć i odpuściłam na trochę, ale chcę do tego wrócić. Pozdrawiam serdecznie:)

Odpowiedz
Marta M
Marta M 29 marca 2016 at 17:22

3mam kciuki za szczęśliwy powrót ;). Albo może nosidło 😉

Odpowiedz
salusiowa 29 marca 2016 at 08:51

Ja nie korzystałam przy 1 ciąży..
Jednak teraz kto wie jak by było…

Odpowiedz

Skomentuj