Baby zoneCałkiem serioMummy zone

Dlaczego im to robisz?

posted by Marta M Styczeń 12, 2016 10 komentarzy

Siedzę sobie sama przy głównej alejce, mam chwile wolnego, nie mam dziecka, nie mam męża, mam pyszną kawkę i otwartego laptopa. Ta chwila wolnego, była mi potrzebna. Nawet ten tłum był mi potrzebny. Zastanawiam się tylko czy im też?

Przed świętami Buubkowa Aga stworzyła wpis, bardzo bliski moim poglądom. Z mojej perspektywy sytuacja wyglądała następująco. Jestem sobie przy głównej alejce w centrum handlowym, ludzie już dawno zapomnieli o świątecznym klimacie, wpadli w szał wyprzedaży, przepychają się jeden przez drugiego, pędzą. Jest weekend, to najgorszy czas na przechadzki po sklepach. Tłumy przybywają z całej Warszawy i okolic. Ciężko zaparkować, bałagan na półkach, ścisk i gwar.

Ja Was wszystkie Kobiety rozumiem

Czasami nawet tak przyjemnie wyjść, do obcych, bez dziecięcej torby, wózka i kilogramowego osprzętowania. Siąść w kawiarni, upajać się widokiem ludzi spokojnie czytających książki, rozgadanych przyjaciółek, biznesmenów z tym analitycznym spojrzeniem. Fajnie tak wyjść i poczuć inność. Nie jestem jedyną kobietą, która tak ma. Rozumiem wszystkie mamy, że choćby godzina wolnego to najlepszy prezent jaki może sobie zrobić. Tylko rodzinne wycieczki w takie miejsca to naprawdę słaby pomysł.

Chodzę i patrzę

Przechadzając się w tłumie ludzi kilkakrotnie mijam chłopca na oko pół roczku. Wzrok jego jakby wystraszony. Leży zapakowany w kombinezonie. Mijałam go kilkakrotnie tego dnia, zawsze był z tatą przed sklepem czekając na mamę, za każdym razem z tym samym wzrokiem i cały czas w tym kombinezonie. Spoglądając na tego chłopca poczułam jak mi się skóra odparza. Inna sytuacja to widok wesołej dziewczynki biegającej z balonem. Mama kilka kroków przed nią, dziewczynka zatrzymuje się i uderza balonem o choinkę. Nie trzeba było długo czekać, aż balon pękł jej w rączce. Dziewczynka lekko wystraszona zaczęła zbierać jego resztki z podłogi i wołać mamę. Wszystko byłoby w porządku gdyby nie fakt, że mama wściekła wróciła po dziecko i zaczęła na nią krzyczeć za tego balona! Sytuacja nr.3 nagminna w strefie, w której przesiadywałam. Obraz mamy, która ciągnie za sobą dziecko powtarzając głosem lekko uniesionym „ale jesteś niegrzeczna/y”, „ciężko dziś z Tobą wytrzymać”.

Ale dlaczego?

Nooo kuuurcze. Rozumiem Was wszystkie matki-kobiety, że u Nas rok na dwie pory tą z wyprzedażami i tą bez. Pomijam fakt, że zakupy z dzieckiem to żadna przyjemność dla żadnej ze stron. Rozumiem jeżeli nie mamy wyjścia, koniecznie musimy tam być, Pani potrzeba wzywa i nie chce słuchać tłumaczeń. Nie mamy z kim zostawić dziecka, ale w tej jednej chwili to się dla Nas nie liczy,  my po prostu musimy iść. I idziemy z dzieckiem pod pachą. Jeżeli już podjęłyśmy ten desperacki krok to pamiętajmy, że nie jesteśmy tam same, a to małe stworzenie wcale Nas o to nie prosiło. Jak jesteśmy już razem zadbajmy o to, żeby te maluchy komfortowo spędziły czas. Jeżeli Tobie jest gorąco i Ty nie masz kurtki, to zdejmij też kombinezon swojemu dziecku. Zdaje sobie sprawę, że ponowne założenie może być kłopotliwe i w skrajnych przypadkach prowadzić do zamknięcia sklepu, ale na litość to był Twój pomysł, żeby tam przyjechać! Wybierając się z dzieckiem zapomnij o beztroskim przechadzaniu się po sklepach, dotykając każdej bluzeczki i sprawdzając ceny wszystkich butów. Ustal sobie cel i trzymaj się go, a czas jaki tam spędzisz i tak będzie znacznie dłuższy, bo jesteś (pamiętaj!) z dzieckiem. Poświęć mu chwilę, weź drugiego balona i sama zniszcz go na tej choince, zatrzymaj się, pośmiejcie się, niech inne dzieciaki Wam zazdroszczą. Nie ciągnij go za rączkę, a daj zaspokoić jego ciekawość i daj mu iść tam gdzie ono chce. Daj mu rękę i trzymaj jego tempo. Nie wyrzucaj swoich frustracji i niezadowolenia na niego. Szkoda, że w ogóle musicie tak spędzać czas, ale jak już jesteście razem to nich to będzie miłe wyjście dla każdego z Was.

Tym wszystkim, którzy jeszcze nie podjęli decyzji o wspólnych shoppingu z dzieckiem gorąco polecam spacer po parku w Wilanowie. Jest tam tak pięknie „zielono” o tej porze roku i kombinezonu zdejmować nie trzeba ;-).

Możesz również zobaczyć

10 komentarzy

Iwona z things2love.pl 20 stycznia 2016 at 12:39

Mnie frustrują wyprzedaże i ścisk w centrach handlowych a co dopiero dziecka… Ludzi multum, każdy biegnie, obija się, nie ma miejsc, w kolejce do kasy stoi się kilka ładnych minut. I ja się pytam jak to dziecko ma wytrzymać?
Ja nie rozumiem jednego – zabierania maleńtasków w ogóle na zakupy. Ale takich mini mini, co się dopiero urodziły. I idzie taka mama z tata a w nosidle maleństwo opatulone. Tego chyba nie pojmę…

Odpowiedz
Marta 12 stycznia 2016 at 22:36

Martuś przybijam Ci piątkę! 🙂
Ja staram się (sama) nie chodzić na zakupy (do centrum handlowego) z Nelą, ale bywa że nie mam innego wyjścia.
Wtedy kupuję tylko to co jest mi niezbędne, nie łażę bezsensownie po sklepach, idę tylko po to czego potrzebuję na już.

Odpowiedz
Chichotki Trzpiotki - Natalia 12 stycznia 2016 at 19:48

Moim zdaniem mądry rodzic wszędzie może iść z dzieckiem i będzie spoko. Ja wybieram się z roczną córką na zakupy zawsze, bo chce żeby była przystosowana do różnych sytuacji, pomijając fakt, że zwyczajnie nie mam innego wyboru. Jak mąż jest wreszcie w domu to mamy czas rodzinny, a nie żebym ja sama latała po sklepach. Ale zawsze w międzyczasie, gdy już wyjdziemy do tego centrum handlowego we dwie jest chwila na zabawę, obiadek w knajpce z fajnym kącikiem dla dzieci. Nie zauważyłam, żeby na tym cierpiała. Nawet to lubi, bo się ciągle śmieje i klaszcze w rączki. Te wszystkie światełka, obserwowanie ludzi… Zwłaszcza, że wybieram zawsze dni powszednie, we wczesnych godzinach, kiedy jest jak najmniej zamieszania. I myślę, ze rodzice, tego typu o których piszesz, równie mocno nawalają siedząc z dziećmi w domach…

Odpowiedz
Marta M
Marta M 12 stycznia 2016 at 19:56

Bardzo mądre jest to co napisałaś! Nie mówię nie dla mam w centrach, są miejsca gdzie można spędzić czas z dzieckiem. Nawet jak nie ma takich miejsc to zawsze można zorganizować czas tak, żeby było miło. Ostatnie zdanie trafione w punkt.

Odpowiedz
Chichotki Trzpiotki - Natalia 12 stycznia 2016 at 21:18

🙂 Na szczęście są takie miejsca, ale nadal jest ich mało. Tak, jak Wy mieszkamy w Warszawie i mimo tego, że to stolica, mam mocno okrojoną ilość miejsc na zakupy. Bo albo pokoje matki z dzieckiem obskurne, albo nie ma żadnych bawialni, żeby zrobić sobie przerwę i dać dziecku czas na rozrywkę. Albo są jedynie knajpki, gdzie wychodzą „frontem do rodziców” posiadając krzesełka dla maluchów i nic poza tym. Ale to już temat na kolejny post. 😉

Odpowiedz
radoSHE 12 stycznia 2016 at 17:25

A jeszcze bardziej od tego kombinezonu nie rozumiem przebywanie z dziećmi w centrach handlowych do późnych godzin zamknięcia 22/23. Zwykle robię zakupy późnym wieczorem i taki obrazek to standard. Dzieci wiadomo: blade, zmęczone i niespokojne. Rodzice: sfrustrowani i zdenerwowani, bo dzieci marudzące. Ale co tam zaliczymy jeszcze kolejną sieciówkę i kolejną, i jeszcze jedną. Trochę nie mieści mi się w to głowie, bo naprawdę nie wierzę, że o tej godzinie nie można zorganizować drugiego rodzica/opiekuna/kogokolwiek do opieki. A jeśli nie można to czy naprawdę musimy robić wszystko za wszelką cenę w myśl zasady, że dziecko nie jest żadną przeszkodą?

Odpowiedz
Paulina 12 stycznia 2016 at 16:38

Mam to samo zdanie i serio, próbuje się go trzymać! Ale niestety nie mam możliwości zostawić córki z nikim i nieważne czy to wyprzedaże, czy codzienne zakupy. A Nikola w sklepie (czy to galeria, czy sąsiedzki sklepik) zachowuje się dosłownie jak mała małpka wypuszczona z zoo. Dosłownie! I nieważne, że spędziliśmy godzinę w galerii z czego 55minut jest poświęcone na pokazanie jej zwierzątek w kakadu (z którego zawsze wychodzimy z płaczem, bo ona chce chomika/krolika/rybkę na rece), jeżdżenie konikami, pociągami i innymi pojazdami na monety, na bawieniu się prezentami spod choinki (to ostatni hit!) i ok, pozwalam jej, zatrzymuje się, tłumaczę, proszę, ale nie zawsze to pomaga. Sama nie wiem jak już reagować na to jej zachowanie, bo ciężko z nią zrobić nawet te podstawowe zakupy, a ona jak ta małpka skacze po sklepie i po nas na rękach, a ja nie mogę się nawet skupić na tym, po co przyszłam. A dodam, że Nikola jest dzieckiem obytym, nie trzymamy jej w klatce 😉

Odpowiedz
salusiowa 12 stycznia 2016 at 16:08

Zgadzam się. . I faktycznie pięknie tam macie! Pozdrawiam

Odpowiedz
Kasia 12 stycznia 2016 at 15:58

Myślę bardzo podobnie 🙂

Odpowiedz
Kilkuetatowa Mama 12 stycznia 2016 at 15:16

Dokładnie! Zgadzam się z Toba w 1000000% 🙂

Odpowiedz

Skomentuj