Baby zoneMummy zone

Uwaga golas na horyzoncie!

posted by Marta M Lipiec 10, 2015 8 komentarzy

Era narcyzmu i ekshibicjonizmu trwa w najlepsze. I o ile słit focie z rąsi i piękne dziubki nie robią na mnie wrażenia, o tyle za cholercie nie mogę pojąć czym kierują się ludzie wrzucając do sieci nagie zdjęcia swoich dzieci.

Zdaję sobie sprawę, że w tych upałach ciężko wytrzymać. Osobiście jestem z tych ciepłolubnych i wolę jak mi słoneczko przygrzeje niż wiatr ma w plecy zawiać. Ale widzę, że niektórym to nie tylko słońce na twarz pada, ale i ma mózg niszcząc ostatnie szare komórki. Bo jak można wytłumaczyć sytuację gdzie mały nieświadomy niczego bobo bawiąc się w najlepsze w swoim rodzinnym baseniku odstawia różne fikołki, a cała wesoła rodzinka po intensywnym smażingu cyka focie z każdej, nawet z d*** strony i zaraz ciach na fajsika, insta, snapczacika. Akcja pt. „zbieranie lajków” czas start… A ci wszyscy co lajkują, serduszkują chyba też dopiero ze słońca zeszli, albo jeszcze się smażą i czarna plama narzuciła im się na oczy.

Wszyscy internetowi zboczeńce i pedofile tylko czekają na takie smaczki, a dla ich chorych zapędów to najlepsza pożywka. Mi robi się słabo jak tylko pomyślę, że taki człowiek mógłby ściągnąć sobie zdjęcie mojego dziecka i używać go do swoich erotycznych celów. Ciarki na plecach i zimne poty mnie zalewają jak myślę o tych wszystkich biednych dzieciach internetowych ofiarach. I kłaniam się w pół wszystkim rozbawionym rodzicom, którzy sami swoim pociechom zgotowali taki los.

Pedofile to jedna strona medalu. Druga, ta często zapominana to ludzka godność. Każdy nawet najmłodszy ma do niej prawo. A to, że dziecko urodziło się nagie i my jako rodzice mamy prawo do jego nagości, to zostawmy to tylko dla siebie. Jeżeli pluskające się dziecko w domowym baseniku czuje się komfortowo, to wcale nie oznacza, że jak wrzucimy jego roześmianą buźkę i golutkie ciałko do sieci to będąc świadomym sytuacji ludkiem byłoby tak samo roześmiane. Robiąc takie numery, kradniemy naszym dzieciom prywatność.

Historia oparta na faktach…

Opowiem Wam historię, która mnie spotkała. Jak Julka skończyła 4 miesiące, dostałam od mojego taty płytę, na której były moje nagrania jak miałam 4 miesiące, 9 miesięcy i 18 miesięcy. Dał mi to żebym mogła sobie porównać jaka ja byłam w tamtym okresie. Mówiło się w rodzinie o jakiś „zaginionych” kasetach, co to na pewno u wujka były, który mówił, że przecież oddawał, a po nim to na pewno druga ciocia pożyczała. I tak się wszystko zamknęło, po kasetach ani widu, ani słychu. Aż tu pewnego razu, masz Ci los taka niespodzianka. Kasety odnalezione po tylu latach. Oczywiście wszystko przegrywane z zapomnianych już przez najmłodsze pokolenie kaset vhs.

Kino „akcji” scena #1

Nie spodziewałam się kina akcji, ale to co tam zobaczyłam lekko mnie zszokowało. Oczywiście akcja filmu dzieje się w salonie. Na pierwszym planie mała Martusia, a wokół niej rodzinne zgromadzenie, na czele z mamuśką, drugi plan to dziadkowie gospodarze domu nie uczestniczący w głównej akcji pt: „zmiana pieluszki”. Ileż tam było ludzi! Mini teatr normalnie. A co robił Pan operator? Przepędził towarzystwo, żeby być bliżej „akcji” i nie myślcie, że głaskał mnie po głowie, on konieczne chciał uwiecznić co się „tam” dzieje. Tylko słychać w tle narratora (dziadek- gospodarz) „jak jej pokażecie za kilka lat będzie się tego wstydziła”. Ale gdzież tam komu przyszło wtedy na myśl, żeby najmądrzejszego w domu słuchać. Jak „tam” taka akcja się dzieje. Później już proza codzienności- przez godzinę Marta na leżaczku, Marta na kocyku, Marta na łóżku.

Kino „akcji” scena #2

Następny film „akcji” Marta ma 18 miesięcy i bierze kąpiel. W tej sytuacji reżyser przemyślał sprawę i piana zakrywa wszystkie części ciała, których potencjalnie mogłabym się wstydzić. Ale żaden film „akcji” z tego by nie powstał. Później wszystko przenosi się do pokoju, gdzie Marta potencjalnie ma iść spać. Ale oczywiście zanim to nastąpi, to ostatnie zgromadzone zapasy energii przekłada na wszystkie możliwe figury akrobatyczne na łóżku, włącznie z zarzucaniem nóg za głowę. I nie pomyślcie, że ktokolwiek zdążył założyć mi pieluszkę. A Pan operator- przyjaciel rodziny oczywiście był w centrum (dosłownie) zamieszania.

 

Wszystkie te filmiki oglądałam z Panem Mężem i cieszyłam się, że nie przyszło mi na myśl oglądanie ich w większym gronie np. z teściami, bo delikatnie rzecz ujmując czułabym się zawstydzona. Później się oczywiście dowiedziałam, że przede mną już cała moja strona rodziny widziała ten filmik. A rozmawiając z nimi o niczym innym nie myślałam tylko o tych kilku minutach nagości na tle ponad godzinnego filmu.

Ja jeszcze miałam to szczęście, że żyłam w czasach bez internetów i publicznego udostępniania fotek, a obieg filmu skończył się na członkach rodziny. Ale zaczęłam się zastanawiać co by było jakby wtedy już był FB, insta i dziesiątki innych mediów społecznościowych. Co jakby moja rodzina uznała to za świetny filmik, którym koniecznie musi pochwalić się całemu światu (a przynajmniej jego nagą stroną). I poza rodziną wszyscy mieli by dostęp do mojej nagości od przyjaciół rodziny, przez sąsiadów, kończąc na tych mniej życzliwych znajomych. Większość z tych ludzi na drugi dzień mogłaby już nie pamiętać, że widziała golutką Martusie, ale pójdźmy dalej…

Mam 11 lat chodzę do szkoły i pewnego dnia jeden ze szkolnych cwaniaków przez rodziców fb dobiera się do naszego archiwum. Robi ze mnie szkolne pośmiewisko, zdjęcia oczywiście wydrukował i są na każdym słupie i na każdej ścianie w mojej szkole. Wszyscy się ze mnie śmieją, docinają, już chyba nie muszę zagłębiać się dalej w nastoletnią kreatywność takiego rozentuzjazmowanego tłumu, którego nie sposób byłoby zatrzymać. Chciałabym uciec na koniec świata, chciałabym zniknąć z powierzchni ziemi, chciałabym żeby to był tylko zły sen, a ja zaraz się obudzę. Tak to sobie wyobrażam.

Ja miałam szczęście, mnie to ominęło, ale nie każdy może mieć tyle szczęścia co ja…

Jest kat, jest ofiara, może być tragedia… O których ostatnio tak dużo się słyszy…

 

A Wy co myślicie o zdjęciach dzieci w sieci? Na co sobie pozwalacie? Przed czym stronicie?

 

Możesz również zobaczyć

8 komentarzy

Patrycja 7 czerwca 2016 at 08:35

Kilka dni temu, w upał niesamowity, zaserwowalam córce (1,5 roku) zupe, pomidorową :p
Pisze nie bez powodu, ze zupa, bo z tego goraca i z faktu, ze przy jedzeniu zup dziecko moje jest doslownie w zupie cale, razem z wlosami, rozebralam do pieluszki. Zupa letnia, nie poparzy a i ja mniej akcji pt. odplamianie doswiadcze. P. sie tak smiala, nie bylo widac nic, oprocz, buzi w zupie i bialych zabkow. Więc ja szybko za aparat, uwiecznie to mysle, tata i dziadkowie sie uciesza. Kiedy mąż przyjechał, zgodnie wycielismy zdjecie tak, zeby nie bylo widac nic ponizej szyi, mimio ze, P. byla w pieluszce. Miałam po prostu wrażenie, że jest zbyt ‚naga’..
Rodziców, o których piszesz jest mi żal, dzieciom z całego serca współczuję..

Odpowiedz
Asia - Wypaplani 16 lipca 2015 at 14:37

Moj ostatni wpis porusza ten sam temat 🙂 Ja dodatkowo nie rozumiem publikowania zdjeć dzieci na nocniku czy w obsranym pampersie.

Odpowiedz
Marta M
Marta M 16 lipca 2015 at 20:36

Z tym pampersem to jeszcze nie widziałam :/

Odpowiedz
Aleksandra 7 czerwca 2016 at 09:37

Ostatnio u siebie poruszałam ten sam temat, moim zdaniem megaważny! I tak jak Asia – wypaplani nie rozumiem wrzucania zdjęć na nocnikach czy z pełnym pampersem… przykre, że ludzie nie myślą o konsekwencjach i widzą tylko „dobrą zabawę”, która dla dziecka wcale nie jest dobra…

Odpowiedz
Magda 13 lipca 2015 at 13:42

Nie ukrywam, że mam lekkie opóźnienie w czytaniu. Albo internet mi przyblokowali bo mąż nie zapłacił, ja nie mam danych , albo łaskawie ‚ksiONże’ wrócił do domu z wyprawy i oczywiście roboty mam 30 x więcej jak bez niego, albo Iwo ładuje mi po nerkach i nerwach a ja mocze 4 litery i kręgosłup przez 40 minut żeby skurcz zelżał bo akurat on chce leżeć w poprzek a nie głową w dół…
no i w końcu dzisiaj zasiadam ze szklanką pepsi do komputera (lepsze to niż kawa!) .

co do pamiątek to z jednej strony rzecz wstydliwa, ale z drugiej powinnaś się cieszyć że ktoś chciał Cię uwieczniać na zdjęciach 🙂 ja z całego swojego życia mam bardzo mało zdjęć. Filmy… chyba tylko z komunii i ze ślubu. Wiem- nie w tym rzecz.
Nagość dzieci póki jest nagrywana tylko przez rodziców – bo każda sytuacja jest taka wspaniała- jest ok, ale nie powinna wychodzić poza odtwarzacz wideo w domu. Ja sama robiąc zdjęcia córce nigdy nie ujmuję jej tak by oświetlała pupą pół zdjęcia. Nawet zdjęcia z kąpieli jako malucha ma wszystkie w pozycji ‚na ręce’ i to na brzuszku. sama nie wrzucam takich zdjęć, nie robię i nie lubię. W sieci i na ulicach aż roi się od różnych psycho- i pato- , staram się nie świrować choć najbardziej jestem wystraszona gdy dostaję informację, że taki osobnik żył sobie w odległości 10-15 km od naszego miejsca zamieszkania. A raczej mieszkał bo go złapali.

Moje zdanie jest takie- nie róbmy niczego naszym dzieciom, czego nie chcielibyśmy sami doświadczyć. Nie ośmieszajmy, nie wyśmiewajmy i nie uwłaczajmy ich godności. W ten sposób je chronimy.

Odpowiedz
Marta M
Marta M 13 lipca 2015 at 21:00

Swoim podsumowaniem sprawiłaś, że mój komentarz jest zbędny.

Odpowiedz
Kasia Harężlak 10 lipca 2015 at 23:37

Świetnego posta na temat tego, jakich zdjęć nie powinno się wrzucać do sieci napisał Kamil Nowak (BlogOjciec).
Sieć to więcej możliwości, ale i więcej zagrożeń i trzeba o tym pamiętać.

Odpowiedz
Marta M
Marta M 12 lipca 2015 at 16:01

Dzięki muszę zajrzeć!

Odpowiedz

Skomentuj