Całkiem serio

Złapałam hejtera!

posted by Marta M Marzec 15, 2016 30 komentarzy

Jak każda historia, ta też zaczyna się… Dawno, dawno temu. Początek mojej blogowej działalności. Czyta mnie moja mama, brat i najbliższa przyjaciółka (google analitics to potwierdza) i nagle pojawia się on/ona.

Zaatakowała delikatnie i z zaskoczenia. Niby personalna uszczypliwość, tak tylko żeby się pokazać „jestem tu i czytam”. Uśmiechnęłam się pod nosem i wyrzuciłam całą treść do kosza. Raz, drugi, trzeci, dziesiąty, dwudziesty… Wszystko lądowało w koszu, ale za każdym razem była następna widomość. Milczenie i nic nie robienie nie pomagało. Wtedy pomyślałam- Hola, hola chyba ktoś tu cierpi na nadmiar wolnego czasu? W trakcie próbowałam kontaktować się z tą osobą kilkukrotnie o czym pisałam wcześniej w liście. Oczywiście ten ktoś nie miał odwagi zostawić swojego prawdziwego maila. Adresów IP komputera też były dziesiątki.

Ostre narzędzie hejtera- słowo.

Blog fajnie się rozkręcał. Nowe znajomości, umiejętności, plany, cele, resztki energii inwestowałam w to miejsce. Nie miałam najmniejszej ochoty poświęcać czas i uwagę czemuś co próbuje mnie od tego odciągnąć. A tak się działo. Komentarz za komentarzem. Wpis za wpisem. Zawsze pozostawiała po sobie ślad. Nie tylko ten wirtualny, ale i ten realny. Słowo było jej bronią i wiedziała jak go używać. Czasami to było podstawienie nogi, a czasami strzał w kolano. Hejter zawsze wie jak uderzyć.

Czasami udawało jej się wygrywać, bo zamiast koncentrować się na swoich sprawach, rozmyślałam. Kto to jest i czego tak naprawdę chce? Pokazuje, że mnie zna, niby dobrze, a jednak wcale. Ma o Nas szczątkową wiedzę, a informacje, którymi się posługuje nie są prawdziwe.

Hejter w żywiole

Ktoś kto to robił ewidentnie chciał mi zaszkodzić i odciągnąć od dotychczasowych działań. Komentarz za komentarzem lądował w koszu. W pewnym momencie miałam ich tam więcej niż spamu. Czasami zanim udostępniłam wpis na FB na blogu już czekał komentarz. Nigdy nie odnoszący się merytorycznie do tego co napisałam, tylko taki klasyczny hejt. Obrażanie, plucie jadem, wylewanie swoich frustracji.

Z tego miejsca dziękuję wszystkim, którzy mają głowę nie po to żeby włosy na niej rosły, wszystkim, którzy mając zastrzeżenia do moich tekstów po prostu: PISALI MI O TYM! Nie anonimowo, tylko z imienia i nazwiska i nie po to żeby ubliżyć, a po to żeby wyrazić swoje zdanie. Za to Was cenię, że nie chowacie się w internetową czapkę niewidkę, tylko macie odwagę pisać o tym co się Wam nie podoba.

Zawód hejter

W pewnym momencie zaczęłam się zastanawiać, że to może ktoś opłacony-wynajęty, że jest coś takiego jak „zawód hejter”. Bo kto normalny ma czas o 1.00, 3.00, 5.00 rano/w nocy siedzieć, czytać i hejtować?

Ciągnęło się to długie miesiące. Nic z tym nie robiłam z myślą, że kiedyś to się skończy, że jak się nie ma z kim wchodzić w konflikty to człowiekowi się nudzi i zaprzestaje swoich działań. Nie prowokowałam, nie udostępniałam komentarzy, nie robiłam NIC co mogłoby być pożywką do kolejnego komentarza.

Nie zdawałam sobie sprawy jak bardzo się myliłam. Hejterowi nie trzeba żadnej pożywki, on się żywi „swoimi emocjami”.

Czas leciał, anonimowe działania nie ustępowały ich treści i charakter były nie do tolerowania. Zapadła więc rodzinna decyzja co z tym robimy.

POLICJA. Nasza nadzieja na rozwikłanie zagadki i ukaranie sprawcy. Bo niczego tak wtedy nie chciałam jak spotkać się z tą osobą w sądzie.

Byliśmy na policji ja i PM. Miałam ze sobą część hejtów, wystarczającą żeby wszcząć sprawę o uporczywe nękanie. Teraz należało tylko czekać na wszystkie policyjne procedury. Prokuratura, operatorzy sieci i zwolnienie ich z obowiązku o ochronie danych, wnioski, działania. Wszystko było w rękach policji.

Uczucia miałam mieszane. Po pierwsze- strach, że wszystkie Nasze działania pójdą na marne, a osoba, która to robi nie zostanie złapana i dalej w bezkarny sposób będzie działała w sieci. Z drugiej strony radość i wewnętrzna ekscytacja, że jest szansa na koniec sprawy, taki z happy endem. Że dowiem się kto to, po co to i dlaczego?

Ale zanim to…

Czekałam. Cierpliwie czekałam. Tak samo jak hejter. On też czekał- na kolejny tekst. Czasami nawet nie czekał tylko zostawiał kilka komentarzy pod jedną publikacją. W końcu działania na moim blogu były niewystarczające, postanowił rozwinąć skrzydła. Zaczął zostawiać komentarze na innych blogach. Nie przypadkowo wybierał swoje ofiary. Zawsze były to dziewczyny, które lubię i szanuję za ich blogową działalność. Odbierałam wiadomość, za wiadomością, siedziałam na telefonie, przepraszałam dziewczyny „za nie widziałam kogo” i „za nie wiem dlaczego”, ale czułam się w obowiązku, żeby to zrobić, tak po prostu.

Teraz dziewczyny dziękuję Wam bardzo za nieudostępnianie tych komentarzy i za pomoc w sprawie!

Po każdej takiej sytuacji dzwoniłam do policjantki z nadzieją, że już coś wiedzą, że coś przyspieszę. Niestety. Dalej musiałam zaciskać zęby i czekać.

Wielki finał

Siedziałam w kawiarni. Popijałam moją ulubioną kawkę. Zajadałam się moim ulubionym czekoladowym muffinkiem. Telefon. Moja Pani sierżant. Spokojnym głosem pyta się czy znam taką osobę jak X.X? Moja reakcja-ścisk w gardle i to uczucie, że na szczęście siedzę, bo inaczej bym upadła z wrażenia, była jedyna w swoim rodzaju i na długie lata ją zapamiętam. Z zaciśniętymi zębami i drżącym głosem odpowiedziałam- TAK, TO PRZYJACIEL MĘŻA!

Telefon, wezwanie, przesłuchanie.

PM nie dowierzał. Rękę dał by sobie ściąć (dosłownie!), że to nie on. Nigdy w naszych rozmowach nie padło jego imię, no NIGDY. T. uspokajał mnie i tłumaczył, że ktoś to robi „w jego imieniu”. Uwierzyć nie mogłam, bo jedyną taką osobą mogłaby być jego partnerka. A w takiej sytuacji robi się z tego niezła telenowela. Powtarzałam do T. przecież ja jej NIE ZNAM. Raz w życiu dziewczynę na oczy widziałam i to kilka lat temu. Na ulicy bym jej nie poznała. Ba, w trzy osobowym tłumie też miałabym problem, żeby wskazać, która to ona.

Czekałam.

Telefon. Mamy to. To ona. Przyznała się. Do WSZYSTKIEGO. Do każdego komentarza. „Kończymy sprawę”.

Szok, niedowierzanie, zdziwienie, zaskoczenie, satysfakcja, radość, podniecenie, mieszanka wybuchowa. Teraz wiedziałam, że to już NAPRAWDĘ KONIEC! Że teraz ta osoba poniesie konsekwencje. Cieszyłam się, że nasze ograny ścigania nie są obojętne na takie sytuacje. Że hejter nie jest bezkarny, że NIE MA czegoś takiego jak ANONIMOWOŚĆ w sieci! Czułam, że dobro zwycięża. Fala pozytywnych emocji, jaka zalała mój mózg zaczęła powoli wynagradzać, ten czas oczekiwania i niepewności.

A może się dogadamy?

Ile dalej będzie ciągnęła się ta sprawa nie miało już dla mnie znaczenia.  Chciałam, żeby ta osoba poniosła stosowne konsekwencje. Jednak w toku sprawy padła propozycja i chęć ugody, zrekompensowania mi wszystkiego i prośba o szansę, zanim sprawa trafi do sądu.

To było trudne zadanie. Nie czułam, że powinnam bawić się w sąd i wymierzać sprawiedliwość. Nie znam się na tym.

Jednak jeżeli jest coś co w jakikolwiek sposób mogłoby zrekompensować mi ten stracony czas i dać uczucie satysfakcji to odpowiedź mogła być tylko jedna- POMOC DZIACIAKOM.

Chciałam żeby z tej sytuacji wyszło coś dobrego. Hasło „zło dobrem zwyciężaj” nabrało dla mnie zupełnie inny wymiar. W moim odczuciu nic nie daje takiej satysfakcji jak pomoc. Pomoc tym maleńkim niewinnym istotkom, które już na starcie mają pod górkę. Stąd mój pomysł. „Kara finansowa” na rzecz fundacji. Za cel wybrałam Interwencyjny Ośrodek Preadopcyjny w Otwocku, gdzie trafiają dzieci porzucone przez swoich rodziców, noworodki i niemowlęta. Fundacja pomaga najmłodszym znaleźć rodziny zastępcze, trafić do rodzin adopcyjnych lub umożliwić powrót do rodziny biologicznej. Budują mosty dla tych, przed którymi życie już na starcie kopie dołki. Pomoc finansowa przy takich maluszkach to kwestia bezdyskusyjna. A mi jako matce serce pęka nad losem tych wszystkich porzuconych dzieci. Wystarczy przeczytać ich historie, a łzy same lecą po policzkach. Wymierzenie takiej „kary” było dla mnie przyjemnością. Uczucie satysfakcji- bezcenne. Po raz pierwszy myśląc o hejterze na mojej twarzy pojawił się uśmiech.

Wygrałam.

Na koniec jeszcze kilka formalności.

Sprawa była oficjalna, więc poza „karą”, należało sprawę zakończyć odpowiednio do wagi. Stąd pismo, które umieszczam tu na blogu.

W jednym ze styczniowych wydań Gazety Wyborczej, ukazały się oficjalne przeprosiny, które zaczynały się od „#hejtstop” i „#stopmowienienawisci” jako znak mojego poparcia i solidarności dla twórców i koordynatorów kampanii, którzy walczą z mową nienawiści w sieci.

Z tego miejsca dziękuję bardzo mojej Pani sierżant Paulinie za wsparcie podczas trwania całej sprawy, za rzetelne i kompetentne podejście i doprowadzenie sprawy do końca.

Jeżeli tak jak ja uważasz, że należy walczyć z mową nienawiści w sieci, jesteś ofiarą hejtera lub znasz kogoś kto został  ofiarą przemocy słownej. UDOSTĘPNIJ TEN TEKST. Skontaktuj się ze mną (mutrynki@gmail.com).

Pogadamy sobie, pomogę Ci.

Możesz również zobaczyć

30 komentarzy

pablozkabla 10 lutego 2017 at 09:41

niesamowita historia!

i ciekawie napisana 🙂

Odpowiedz
salusiowo.blogspot.com 27 lipca 2016 at 12:12

Niestety teraz mnie to spotkało! i też się zastanawiam czy to nikt z najbliższego otoczenia! Jednak widać tą zazdrość!

Odpowiedz
Marta M
Marta M 27 lipca 2016 at 14:20

Nie zastanawiaj się tylko wiesz co z tym robić !

Odpowiedz
mojedwoje.pl 20 maja 2016 at 21:28

Przeczytałam, zapamiętałam. Wykorzystam z przestrogą dla innych, przekaże dalej w nadziei o lepsze jutro…

Odpowiedz
Bartek 5 kwietnia 2016 at 16:54

W tej historii najbardziej niesamowite jest to, jak głęboka może być ludzka zawiść.. Dobrze się stało, że sprawa została ostatecznie wygrana. Bartek

Odpowiedz
Gaba -Turlu Tutu 22 marca 2016 at 00:21

Ależ historia! Niesamowite co siedzi w ludzkich głowach i sercach! Generalnie jestem pod wrażeniem i Waszego podejścia i pracy policji, bo spodziewałabym się raczej „olania sprawy”. A hejterce współczuje, musi być strasznie poranioną i zakompleksioną osobą…Dobrze, że macie to za sobą!

Odpowiedz
Ewa 17 marca 2016 at 10:31

Mnie przeraża FAKT, że w ogłoszeniu na jakiejś stronie była propozycja zostają hejterem. To niedorzeczne.

Gratuluję wygranej!

Odpowiedz
Fistaszkowelove 16 marca 2016 at 16:35

Gratuluje wygrnej sprawy, takich spraw powinno być o wiele więcej, ludzie nie zdają sobie sprawy ile mogą krzywdy wyrządzić złym słowem, jak nienawiść nakręca nienawiść. Ci hejterzy powinni zdawać sobię sprawę że nie są bezkarni.

Odpowiedz
Weronika Banaś 16 marca 2016 at 00:20

Podziwiam Twoją siłę, odwagę i determinację! Nie wiem czy bym podołała…

P.s. jestem pod wrażeniem działań i skuteczności policji 🙂

Odpowiedz
Chichotki Trzpiotki - Natalia 15 marca 2016 at 23:46

Jeju dziewczyno, aż mnie ciarki przeszły! Spotkałam się z internetowym hejtem w pracy, takim od obcych osób itp, łatwym do olania… Ale coś takiego? Osoba, która Cię zna, co z tego, że słabo… Jeju, przerażające jest, że zazdrość ludzka sięga tak daleko, że w ludziach może być aż tyle jadu. Jak można sobie później spojrzeć w twarz? Rozwaliłaś tym tekstem mój światopogląd… Myślałam, że takie historie to tylko w telenowelach. Ale to tylko świadczy o tym, jaka musisz, być zajebista, że ktoś Ci tak zazdrości. I tego się trzymajmy! 😉 Gratuluję i podziwiam. 😉

Odpowiedz
Renia Hanolajnen | Ronja.pl 15 marca 2016 at 17:33

Ogromnie Ci współczuję tylu miesięcy stresu, to musiało być trudne do zniesienia. Dzielna z Ciebie dziewczyna!
No i jestem pod ogromnym wrażeniem pracy policji. Spodziewałabym się raczej podejścia „chciałaś blogować, to masz”. Cieszę się, że prawo chroni nas jako blogerki i jako rodziców – w końcu pokazujemy spory kawał naszego życia, więc jest nadzieja, że nie będziemy pozostawione na lodzie, gdyby pojawił się jakiś stalker.
A finał najlepszy z możliwych! :* Super, że udało się pomóc dzieciakom – mam nadzieję, że „grzywna” była wysoka 😉

Odpowiedz
Marta M
Marta M 15 marca 2016 at 21:13

Na kilka paczek pampersów starczy 😉

Odpowiedz
madame Blania 15 marca 2016 at 14:23

Cieszę się, że sprawa się tak skończyła. I jestem pod wrażeniem pracy policji.
A co mają w głowie tacy hejterzy… nie mam pojęcia! Chyba pozostaje mi im współczuć niezadowolenia z życia :/

Odpowiedz
Iwona z Things2love.pl 15 marca 2016 at 13:18

Brawo Marta! Za wytrwałość, za poprowadzenie tego do końca, za pokazanie, że nie ma bezkarności, że osoby, które krzywdzą słowem w sieci, nie są anonimowe. Brawo!
Jestem przerażona tym, że w taki bliskich kręgach coś takiego Cię spotkało. Masakra, co zazdrość robi z ludzi.

Odpowiedz
MyMami 15 marca 2016 at 12:54

Jak tak można. Jestem w szoku. A najgorsze, że osobą był ktoś bliski, bo przyjacielem nie zostaje byle kto. Przykre to bardzo. W tym wszystkim ogromnie cieszę się, ze kara finansowa wspomogła maluchy z IOP o którym kilka razy pisałam u siebie. Gratuluje wygranej walki !!!!

Odpowiedz
The Natural Minimalism 15 marca 2016 at 11:21

Jestem w szoku, zatkało mnie. Jak można, nie rozumiem tego. Co Ci ludzie mają w tych głowach to ja nie wiem.

Odpowiedz
Kasia 15 marca 2016 at 11:17

A mnie nastanawia jedno – powod. Jeszcze moze bym jakos zrozumiala, palac taka nienawiscia i jadem do kogoa kto nam wyrzadzil jakas krzywde, rozwalil zwiazek, zniszczyl przyjazn etc. Ale do obcej osoby ? Widzianej raz w zyciu ?

Odpowiedz
salusiowa 15 marca 2016 at 10:59

Gratulacje. U mnie pojawił się hejter.. narazie nie było to uciążliwe.. wręcz się poddał.
Ale teraz wiem, że nie jestem z tym sama i jak coś przyjdę do Ciebie o pomoc. Pozdrawiam

Odpowiedz
Marta M
Marta M 15 marca 2016 at 12:11

Oby nie było potrzeby.

Odpowiedz
Aśka 15 marca 2016 at 10:57

niestety poznałam to i ja..Cieszę się, że u Ciebie ten koszmar już się skończył ❤️

Odpowiedz
Marta M
Marta M 15 marca 2016 at 12:10

Asia jak masz ten sam problem nawet się nie zastanawiaj, idź na policje!

Odpowiedz
Historynka 15 marca 2016 at 10:48

To bardzo ważny tekst, fajnie, że go napisałaś, dziekuję.

Odpowiedz
Wronkowa 15 marca 2016 at 10:14

Szok! Nie wierzę, że są ludzie, którzy zamiast zająć się budowaniem swojego szczęścia, poświęcają czas na niszczenie czyjegoś 🙁
Gratuluję wygranej walki z całego serca! :*

Odpowiedz
radoSHE 15 marca 2016 at 10:12

Już tyle razy to pisałam, ale ogromnie się cieszę, że ta sprawa doczekała się TAKIEGO finału. Pamiętam, że gdy po raz pierwszy mi o tym powiedziałaś, zastanawiałam się czy działania naszych rodzimych służb coś dadzą, czy policja zaangażuje się wystarczająco mocno, wszak różne sprawy o internetowe stalkowanie bywały już wielokrotnie umarzane i marginalizowane, bo nie miały wystarczająco wysokiego priorytetu. Ostatnio czytałam również o skazaniu kilku osób wyrażających ostre i obraźliwe komentarze na FB na temat uchodźców, tzw. „komentarze zagłady”. To wzbudza nadzieję! Zmiana w postrzeganiu internetowych hejterów naprawdę się dokonuję i mam nadzieję, że trwać będzie! ps.wow, przeprosiny od „Twojej” hejterki?! Jestem zaskoczona, ale przyjmuję 😉 Buźka

Odpowiedz
Kasia Harężlak 15 marca 2016 at 10:11

Gratulacje dla Ciebie i policji, bo tak często słyszy się o braku jakichkolwiek efektów. Ty dajesz pozytywny przykład – nic w sieci nie ginie i trzeba liczyć się z konsekwencjami. Dobrze, że masz to za sobą.

Odpowiedz
OhDeerBlog.com 15 marca 2016 at 09:45

Wielkie brawa do Ciebie za wytrwalosc i odwage!!! No i gratuluje:)

Odpowiedz
New Life Easier 15 marca 2016 at 09:43

Ciesze się że sprawa zakończyła się pomyślnie … i niestety – kiedyś czytałam, że 57% naszych hejterów, to niestety osoby z naszego „otoczenia”. Ale twój hejter świadczy tylko o jednym, że Ci się udało. Udało ci się przebić, masz stałą liczbę czytelników i tego można Ci zazdrościć – Ja zadroszcze! A co, przyznaje się do tego! ale w bardzo pozytywnym znaczeniu, bo twoja ciężka praca zasługuje na to, aby była doceniona!

Odpowiedz
Marta M
Marta M 15 marca 2016 at 09:50

To wszystko kwestia czasu i ciężkiej pracy też 😉
Dzięki za te słowa i życzę dalej powodzenia w blogowaniu 🙂

Odpowiedz
Paulina 15 marca 2016 at 09:32

Brawo Marta, brawo!
Jestem pod wrażeniem jak mnóstwo jest wśród ludzi zawiści, zazdrości, nienawiści i zła. Dodatkowo coraz częściej okazują się być to osoby stosunkowo bliskie nam,lub naszym najbliższym… Niestety ale doskonale, niejednokrotnie się o tym przekonałam…

Odpowiedz
Marta M
Marta M 15 marca 2016 at 09:40

Do tej pory było mi to zjawisko zupełnie obce.
Szkoda, że i Ciebie to spotkało :-/

Odpowiedz

Skomentuj