Mummy zone

Wakacyjna wpadka!

posted by Marta M Sierpień 1, 2015 10 komentarzy

Wakacyjna wpadka razy 2, czyli jak NIE planować i czego NIE wolno robić rodzicom z dzieckiem na wakacjach. Przykłady z życia Mutrynków wzięte.

Do tej pory jak wyglądały Nasze wakacyjne wypady:

  • bez planu,
  • bez pomysłu,
  • z namiotem
  • i z mapą.

Północ vs. południe. Jak północ to tylko mazury, jak południe to lądowaliśmy w Chorwacji ;). 3 dni, 7 dni nigdy nie wiedzieliśmy. Uwielbiałam to! Spanie na pomoście, poranne kąpiele w jeziorze, wieczorne ogniska i najdziksza dzikość mazur, tam gdzie stopa ludzka często nie staje, o ile w ogóle staje.

Jeszcze do niedawna byliśmy przekonani, że dziecko NIC nie zmieni. Zapakujemy się do samochodu znajdziemy jakąś mazurską dzicz i będziemy cieszyć się świeżym wozduchem, a jedynymi ludźmi w promieniu kilometra będziemy tylko MY. Ręka boska nad nami czuwała, że odszedł nam pomysł biwakowania z niemowlakiem bez dostępu do prądu i bieżącej wody. Niestety NIE PLANOWANIE, za bardzo zakorzeniło się w naszych głowach, czego efektem była nasza pierwsza wakacyjna wpadka.

Zaczęło się jak zwykle pakowaniem o 23 na dzień przed. Cygański tryb podróżowania towarzyszy Nam od zawsze. Jak skacząc po bagażniku dachowym udało Nam się wszystko domknąć poczuliśmy pierwszą ulgę. Oczywiście planowana godzina wyruszenia uległa znaczącej zmianie. Ale czy jest tu ktoś komu udaje się z dzieckiem wyruszyć o czasie?

Jak zaczynają się czasowe obsunięcia to powoli wchodzi nerwowa atmosfera, a jak dodamy do tego zgubione kluczyki od samochodu to wiemy, że można poczuć w kościach początek wątpliwej przygody. Pół godziny poszukiwań i kluczyki znalezione, nie będę mówiła gdzie, bo wstyd się przyznać ;).

Kolejny interesujący punkt na mapie to sama podróż. Tata główny kierowca czuje pierwsze znużenie podróżą, za to mama już po pierwszej drzemce zwarta i gotowa, żeby przejąć stery i dowieść rodzinkę do… Ups jeszcze nie wiemy gdzie jedziemy. Szybka zamiana kierowców, szybkie spojrzenie w lusterka i widzę tira. W mojej głowie pierwsza myśl- muszę wyjechać przed nim, w innym wypadku przez najbliższe 200km będę za nim jechała. Nie ma mowy, że wyprzedzę tira na jednopasmówce. Więc jak pomyślałam, tak też zrobiłam i niemal z piskiem opon ruszyłam, żeby to on miał problem, żeby mnie wyprzedzić. Po chwili spoglądam w lusterka, a ciężarówka dobre 200 metrów za mną, więc automatycznie odpuszczam gaz. Aż tu nagle niespodziewanie na mojej drodze widzę Panów policjantów wymachujących swoim lizakiem. Pierwsza myśl- kontrola trzeźwości- lubię takie akcje. Jednak szybko się rozczarowałam. Okazało się, że jechałam szybciej niż ustawa przewiduje. Do głowy mi nie przyszło, że po przejechaniu niespełna 300 metrów mogę przepisy złamać, przecież dopiero co wsiadłam i tylko przed tirem chciałam uciec. Pierwszy raz w życiu takie rzeczy mnie spotkały– od 5 lat samochód prowadzę, żaden fotoradar mi nie straszny. Stało się- 2 stówki i 6 punktów. Tata od razu stwierdził, że jednak nie jest tak bardzo zmęczony. Szkoda, że 300 metrów wcześniej o tym nie pomyślał. No ale nic, należało się. Następnym razem będę wlekła się za tym tirem.

Pierwszy przystanek Olsztynek. I moje ulubione jagodzianki- najlepsze w Polsce! Chwila przerwy i obieramy kierunek. Mazury zachodnie- tam Nas jeszcze nie było. Zaczynamy dzwonić i szukać czegoś, bo namiotu na szczęście nie spakowaliśmy. Wykonaliśmy chyba z 50 telefonów i jak na złość wszyscy w tym samym czasie wybrali ten sam kierunek co My. Poza jednym zgrzybiałym, śmierdzącym domkiem i jedną klitką o powierzchni mniejszej niż moja lodówka NIC nie było. To był już ten czas, że pomyślałam o Warszawie, która nagle stała się idealnym miejscem na spędzenie wakacje.

tekst2

Po 8 godzinach w aucie, dziesiątkach telefonów, całodniowym przegrzaniu, miałam dość. Na szczęście tata wkroczył do akcji i swoim śpiewem rozluźniał atmosferę. A po pół godziny udało mu się wyśpiewać hotel- ostatni w okolicy i z ostatnim wolnym pokojem! Ufff… Wakacje uratowane. Hotel mega rodzinny. Sala zabaw dla dzieci, animacje, baseny, sauny, fitnesy, no wszystko tam mieli. Po raz pierwszy pomyślałam, że takich luksusowych mazur to ja nie znam. Gdzie komary, zapach nagrzanego namiotu i ta poranna rosa? Czy te czasy kiedyś wrócą?

Poza niemowlęcą biegunką, częstszymi pobudkami w nocy wydawało się, że będą to udane wakacje. Nic nie zapowiadało tego co za chwilę miało się stać. Piękny hotel, cisza, jezioro na wyciągnięcie ręki i cała rodzinka na jednym wielkim ratanowym łożu w milczeniu delektuje się chwilą. Zapada cisza, błoga cisza, która w chwili z dzieckiem wydawała się być tą wymarzoną. Upsss… Dziecko-cisza, to nigdy nic dobrego nie wróży! Wystraszona „wybudzam” się z mojej błogości i to co widzę przed oczami- doprowadza mnie o zawrót głowy! Moja córka wymalowana od stóp po czubki włosów moim lakierem do paznokci. Żeby tego było mało zdążyła też wymalować cały biały luksusowy komplet, na którym się wylegiwaliśmy. Ona siedziała między Naszymi nogami, zamknęliśmy oczy może na minutę! Nie wiem czy ja dałabym radę zmalować tyle w minutę! Jak ona to zrobiła, do dziś zachodzę w głowę?

Oczywiście uczciwie przyznaliśmy się do wyrządzonych szkód i oczekiwaliśmy surowej kary. A jako rodzice dostaliśmy pierwszą żółtą kartkę. Ekskluzywny hotel+kara+mandat wiedziałam, że będą to Nasze najdroższe wakacje w życiu!

 

A Wy jakie wakacyjne wpadki zaliczyliście? Jak podróżujecie z dzieckiem? Może się czegoś nauczę…

Możesz również zobaczyć

10 komentarzy

Gibonikowa mama 5 sierpnia 2015 at 14:38

Spójrz na to z drugiej strony – może właśnie odkryłaś artystyczne talenty swojego dziecka :-).

Odpowiedz
Marta M
Marta M 5 sierpnia 2015 at 15:55

Hehe na to jeszcze nie wpadłam, ale podoba mi się 😉

Odpowiedz
Joanna Janaszek 2 sierpnia 2015 at 23:20

My od początku jeździliśmy spontanicznie 😉 po see bloggers spakowaliśmy się i ruszyliśmy w kierunku Dębek i powiem Ci, że o 19:00, po dwóch godzinach poszukiwań noclegu i z dzieckiem byłam trochę Przerażona, że czeka nas noc pod gwiazdami ;p a później trafiliśmy na cudowny, klimatyczny domek i było wspaniale 🙂 ale uśmiałam się z Waszej historii, przepraszam :p :*

Odpowiedz
Marta M
Marta M 3 sierpnia 2015 at 09:27

2 godziny to niezły wynik 😉

Odpowiedz
Tomasz 2 sierpnia 2015 at 22:27

Zapewne spontaniczny wyjazd z namiotem wynikał z oszczędności bo przecież utrzymać dziewuchę to koszt a jeszcze jak bierze się taką nędzę to namiot musi wystarczyć.

Odpowiedz
Marta M
Marta M 2 sierpnia 2015 at 22:46

W wypadach na mazurki nigdy nie myśleliśmy o oszczędnościach, nasze wspomnienia z tamtego okresu są bezcenne :)! W wyprawach na południe Europy założenie było takie, że jak nic nie mamy i nic nie znajdziemy, to zawsze lepiej spać w namiocie niż pod gołym niebem 😉

Odpowiedz
Mama notuje 1 sierpnia 2015 at 17:29

My też zawsze podróżowaliśmy spontaniczniebi trochę na dziko. Uwielbialiśmy to. Z dzieciakami będzie trzeba trochę zaplanować. Chcemy jechać za rok pod namiot na bałkany z dwoma maluchami. Zobaczymy czy przetrwamy 🙂

Odpowiedz
Marta M
Marta M 1 sierpnia 2015 at 20:36

Jestem ciekawa 🙂

Odpowiedz
iwona 1 sierpnia 2015 at 11:40

Ja zawsze planuje.. Nie mam urlopu kiedy chce 🙁 Zazdroszcze takiego wyjazdu… Może to smieszne, ale bardzo zazdroszcze..
🙂

Odpowiedz
Marta M
Marta M 1 sierpnia 2015 at 11:45

Hihi to zrób sobie taki weekend :P, zobaczysz przedsmak 😉

Odpowiedz

Odpowiedz na „Gibonikowa mamaUsuń odpowiedź