Z przymrużeniem oka

Nic mi nie wyszło

posted by Marta M Lipiec 14, 2016 4 komentarze

To wszystko jest śmieszne. Wcale się już tym nie przejmuje. Puszczam do siebie oczko, bo co mi pozostało.

Sesje w płaszczyku, w późno zimowej scenerii czy autorska sesja noworodkowa to wszystko leży zakurzone w moim archiwum. O wiele łatwiej było mi wziąć aparat do torebki, niż w ciszy i spokoju siąść i napisać coś, co będzie brzmiało lepiej niż wypracowanie z podstawówki. Ale w ten sprytny sposób te wszystkie sesje znajdą najwyżej swoje miejsce w rodzinnym albumie.

Podobnie było tym razem. Wymyśliłam sobie fajne przepisy. Słowo wymyśliłam już brzmi groźnie. Bo o ile gotować lubię i moja publiczność raczej mówi, że smakuje, to wymyślanie dań nie należy do moich mocnych stron. Lubię trochę poeksperymentować, ale raczej mam sprawdzone przepisy i ulubione blogi kulinarne.

No ale stało się, wymyśliłam sobie fajny wpis. Dwa proste przepisy na pyszne puree, szparagowe i botwinkowo-pietruszkowe. Fajne kolory, smaczne kompozycje. A przynajmniej tak sobie to wyobrażałam. Przy okazji zaczęłabym testować Baby cooka beaba zanim na dobre będzie w użytku dla najmłodszego Mutrynka.

Wszytko zaczęło się klasycznie. Był plan. Był pomysł. Czas na realizację trzeba było jakoś zorganizować. Miejsce na zdjęcia, kompozycja, dodatkowe gadżety. Wszystko się udało. Na planie zdjęciowym jak zwykle nie zabrakło rąk chętnych do pracy. W czasie realizacji wpadłam na ciekawą kompozycję zdjęcia. Można było zobaczyć to na naszym instagramie. Wszystko przebiegało bez zarzutów i zgodnie z planem. Później przechodzimy do drugiej części zadania- wchodzimy do kuchni. Odpalam sprzęt, instrukcja prostsza niż obsługa cepa. Należy wcisnąć jeden duży świecący guzik i gotowe. Wszystkie warzywa w koszyczku, 10 min i gotowe. Przesypuje wszystko do rozdrobnienia, bo przecież to puree ma być i zaczynam eksperymentować- mleko, cynamon, szczypta gałki, sól pieprz. Wszystko gotowe zaczynam miksować. Wkładam moje „w pocie czoła” przygotowane danie, biorę się za następne. Tu bez zbędnej fantazji- wystarczy odrobina wody z gotowania i parmezan.

Dzieci mnie odrywają już im się moje kulinarne eksperymenty zaczynają nudzić. Nic nie zdążyłam spróbować. Odkładam na potem. Robi się późno, nie miałam czasu zjeść, więc już wkładam do lodówki i nawet się ucieszyłam, że mam gotowe jedzenie na jutro. Dnia następnego wyjmuję, odgrzewam, próbuję i…. Łoooo matko, mało co z krzesła nie spadłam. W życiu nic gorszego nie jadłam! I jak tu Wam teraz wytłumaczyć, że dwa dania były, ale jedno to zupełnie do d…… Bo już zdjęcia zrobione. No nic jakoś się Wam wytłumaczę.

IMG_0900

Czas mijał inne pomysły mi wskakiwały i tak zostawiałam i zostawiałam ten wpis. To puree szparagowe smaczne wyszło. Nic nie zepsułam. Ale co z tego. Jak już zebrałam się, żeby Wam o tym powiedzieć to szparagi się skończyły.

No więc jak to wygląda? Miał być przepis, ale nie będzie bo wyszedł paskudnie. Miały być pyszne szparagi, ale nie będzie, bo „trochę” się spóźniłam. Dobrze, że chociaż sprzęt dla leniwych, lub jak kto woli „lepiej zorganizowanych”udało mi się przetestować, bo jakby i to mi nie wyszło, to załamać się można.

Wiadomo jedno blogerką kulinarną to ja nie będę. Ale tak prawdę mówiąc puszczam do siebie oczko i śmieje się z tej całej sytuacji. Następnym razem będzie lepiej ;-).

 

IMG_2913IMG_2915IMG_2881

Możesz również zobaczyć

4 komentarze

salusiowo.blogspot.com 14 lipca 2016 at 21:10

U mnie dziś mąż zapytał, czy włamanie mieliśmy „bo ktoś ukradł obiad” hahah

Odpowiedz
Paulina 14 lipca 2016 at 11:35

Hahaha! Dzięki kochana! Jesteś boska! Powiem dziś mężowi że… Obiadu nie będzie bo miał być ten z przepisu Marty, a tu niespodzianka
Mąż z pewnością będzie zaskoczony

Odpowiedz
Marta M
Marta M 14 lipca 2016 at 11:39

Hehehe to całkiem sprytna wymówka 😛

Odpowiedz
MartynaG.pl 14 lipca 2016 at 10:21

Ilekroć do Ciebie nie zaglądam mam wrażenie, że absolutnie wychodzi Ci wszystko – bez dwóch zdań i wyjątków 🙂

Odpowiedz

Skomentuj