Całkiem serioCiąża

Ile kosztuje ciąża- wyznania blogerek

posted by Marta M Listopad 23, 2015 19 komentarzy

„Nie chcę zajmować miejsca dziewczynom, które w szpitalu NFZ powinny być na równi ze mną… a nie były. I mówię to z perspektywy osoby, która miała lepiej.”

„Czy fakt prowadzenia ciąży u szefa oddziału miał wpływ na to, jak byłam traktowana w szpitalu? Nie sądzę. Cały personel dla wszystkich pacjentek był super profesjonalny i życzliwy. Choć osobiście czułam się z tą świadomością dużo pewniej :)”

Zapytałam grzecznie, (o ile grzecznością można nazywać zaglądanie ludziom do portfeli) kilka świetnych blogerek o ich doświadczenia z przebiegiem ciąży i porodem. Dziewczyny nie tylko nie trzasnęły przede mną internetowymi drzwiami, ale z chęcią podzieliły się swoimi historiami.

Także zaparzcie sobie kawkę, usiądźcie wygodnie i wszystko prze(liczcie)myślcie, a jak jesteś w ciąży, to lepiej trzymaj się za portfel.

Jak tylko dowiedziałam się, że jestem w ciąży od razu zaczęłam poszukiwania lekarza. Nie chciałam prowadzić ciąży państwowo ponieważ wiedziałam, że to się wiąże z długimi kolejkami i czekaniem w poczekalni. Dodatkowo już od samego początku miałam wybrany szpital, w którym chciałam rodzić. Zależało mi żeby lekarz, który prowadzi moją ciążę był związany właśnie ze szpitalem św. Zofii. Całą ciąża przebiegła zupełnie bezproblemowo. Pani doktor zlecała mi jedynie rutynowe badania: morfologia, mocz, toksoplazmoza, cytomegalia itd. Badania również robiłam prywatnie.

Mniej więcej ok 13 -14 tygodnia ciąży zdecydowaliśmy razem z mężem, że wynajmiemy położną. Bardzo mi zależało na porodzie naturalnym w tym szpitalu. Wiedziałam, że z położną będzie mi łatwiej dostać się do tego szpitala (co nie było takie łatwe), a i będę miała doskonałą opiekę.

Kiedy zaczął się poród okazało się, że nie ma miejsc w szpitalu i tylko dzięki mojej położnej udało mi się tam urodzić. Przez pierwszą fazę porodu byłam w domu w stałym kontakcie telefonicznym  z położną. Jak tylko zwolniło się miejsce, szybko pojechaliśmy do szpitala.

Z perspektywy czasu wygląda na to, że wydaliśmy bardzo dużo pieniędzy. Jednak tego nie żałuję, gdyż byłam we świetnych rękach wspaniałych specjalistów i spełniło się moje marzenie (poród sn bez zzo).

Badania: 1000 zł
Usg: 3 x 250 zł

Wizyty lekarskie 10x 180 zł

Położna 1500 zł

Razem: 5000 zł

Przez obie ciąże przeszłam pod okiem lekarzy prywatnych. Jeden z nich przyjmował również w przychodni i kilka wizyt zaliczyłam tam, co okazało się lekarzowi być na rękę. W ogóle to był lekarz do rany przyłóż i na dodatek trafiłam na jego dyżur podczas pierwszego porodu. Za każdą prywatną wizytę płaciłam 130 zł, a wszystkie badania miałam na kasę chorych w przychodni, więc fortuny na tę ciążę nie wydałam. Niestety sprzęt, który miał do dyspozycji w prywatnym gabinecie był raczej kiepski, dlatego z drugą ciążą udałam się do innego poleconego lekarza. Wizyta u niego kosztowała 150 zł i w ramach opłaty miałam USG 3D prawie na każdej wizycie. Oprócz tego musiałam płacić za wszystkie badania, zazwyczaj po kilkanaście złotych, ale w przypadku przeciwciał i toksoplazmozy to już wychodziło po kilkadziesiąt złotych. Niestety lekarz ten nie przypadł mi do gustu, chyba tak po prostu osobowościowo, więc jak byłam już usatysfakcjonowana diagnozami o zdrowym dziecku i zdjęciami 3d, to przeniosłam się do najbliższej przychodni na kasę chorych. Dzięki temu miałam blisko i nie musiałam na długo zostawiać starszego syna samego z tatą. Na drugą ciążę wydałam troszkę ponad 1000 zł. No i do tego należałoby doliczyć witaminy, ale nie jestem w stanie tego dokładnie policzyć. Mam porównanie jak to wygląda prywatnie i na kasę chorych i widzę plusy i minusy obu systemów. W przychodni publicznej jest lepsza organizacja, zazwyczaj jest położna (trafiałam na same miłe), często jest KTG i badania krwi i moczu na miejscu. Podejście lekarza do pacjentki jednak zdecydowanie lepsze jest na wizytach prywatnych. Podobnie jak i sprzęt, choć to nie jest regułą. Jeśli zaszłabym w ciążę po raz trzeci, to raczej skorzystałabym z usług publicznej przychodni i pewnie zapisałabym się do lekarza, który prowadził moją pierwszą ciążę.

Ciążę prowadziłam prywatnie właściwie od początku do końca. Pomimo tego, że rodziłam w szpitalu publicznym to nadal „prywatnie” bo byłam prywatną pacjentką wysoko postawionego pana profesora (ale to nie było zaplanowane!).

Kiedy dowiedziałam się o ciąży chciałam pójść do najlepszego specjalisty pod słońcem, który rozwieje wszystkie moje wątpliwości. Wpisałam więc PROFESOR w google i wybrałam tego, który przyjmuje najbliżej. Okazało się, że jest też ordynatorem w szpitalu obok mnie. Był fantastyczny od początku do końca. Co prawda za wizytę płaciłam 300zł, ale kiedy dowiedziałam się, że mogę rodzić u niego uznałam, że pieniądze w tej sytuacji nie są najważniejsze i oszczędzę na czymś innym. Mój PAN DOKTOR co prawda nie przyjmował mojego porodu, ale inni lekarze widząc jego pieczątkę (ba! nie tylko lekarze, cały personel!) traktowali mnie odczuwanie lepiej niż inne pacjentki. Smutne to… myślę, że Pan Profesor nie jest świadomy tego, że tylko w obawie „przed szefem” jego personel traktuje pacjentów normalnie. Jest złotym człowiekiem.
Ale kiedy przyszłam na porodówkę zostałam wprowadzona „na kupę” na salę do innych Pań. Po chwili zostałam wywołana na korytarz a Pani pielęgniarka powiedziała tak: „Dlaczego Pani od razu nie mówiła, że jest Pani od Pana X? Już się pakujemy i idziemy na jedynkę”.
Fajnie z jednej strony, z drugiej… szkoda mi było tych dziewczyn, które leżały na korytarzu obok stołówki i tam spędzały najbardziej emocjonalne momenty swojego życia. Pierwsze chwile z dzieckiem po porodzie. Temat jest trudny… niestety bardzo prawdziwy. Za bardzo... Jeśli uda mi się zajść w drugą ciążę od razu zdecyduję się na prywatną klinikę i prywatną opiekę przez cały okres ciąży. Nie chcę zajmować miejsca dziewczynom, które w szpitalu NFZ powinny być na równi ze mną… a nie były. I mówię to z perspektywy osoby, która miała lepiej.

Ciąże prowadziłam prywatnie. Jak  chyba prawie każda pierworódka nie mieściło mi się w głowie prowadzić jej w ramach NFZ-tu z ograniczeniem USG do trzech razy! Dlatego moje wizyty w gabinecie ginekologicznym odbywały się średnio co trzy-cztery tygodnie, pod koniec ciąży co dwa tygodnie. Był to z pewnością najdroższy element podczas całego przebiegu ciąży. Każda wizyta kosztowała ok. 200 zł.  Całość wyniosła ok. 1800 zł. Mówiąc o kosztach poniesionych w trakcie tych kilku miesięcy, wspomnieć należy również o badaniach laboratoryjnych, zwłaszcza tych specjalistycznych lub nadprogramowych. Nas wyniosły ok: 500 zł. Ostatnim elementem były leki wspomagające rozwój ciąży  i suplementy dla kobiet. Tutaj kręcimy się wokół kwoty 400 zł. Bardzo orientacyjnie całość wyniosła ok. 2900 zł. Mój ginekolog był również ordynatorem, w szpitalu w którym postanowiłam rodzić. I faktycznie, to on przyjmował Matyldę na świat. Czy fakt prowadzenia ciąży u szefa oddziału miał wpływ na to, jak byłam traktowana w szpitalu? Nie sądzę. Cały personel dla wszystkich pacjentek był super profesjonalny i życzliwy. Choć osobiście czułam się z tą świadomością dużo pewniej 🙂

U mnie Marta było tak… Każda wizyta położnicza to koszt- 150-250 zł miesięcznie. Dodatkowo od 8 miesiąca wizyty co dwa tygodnie. Czyli stawka rosła. Nigdy nie korzystałam z kasy chorych. Nawet do internisty chodzę prywatnie- mam swoje silnie wryte w głowę zdanie na temat nfz-tu :-(. Do tego badania- pierwszy pakiet badań, które trzeba było wykonać wyniosły mnie 700 zł z groszami. Później co miesiąc około 20 zł za podstawowe badania krwi i moczu. W międzyczasie krzywa glukowoza, ale to przy tym wszytskiuch pikuś. Witaminy- kwas foliowy nie urywa kieszeni- 20 zł na trzy miesiące. Dodatkowe witaminy około 30 zł na miesiąc. Kolejna kwestia to zachcianki- hahaha tutaj to wiesz… Różnie i cena nie gra roli ;-). Kosmetyki- ja używałam tylko oleju kokosowego- więc dla mnie to tutaj nic sie nie zmieniło- około 30 zł na pół roku :-). Ale za to ciuchy- masakra… sukienka ciążowa- około 250 zł. Na szczęście są rosnące z Tobą 😛 dodajmy, że ciuchy u mnie to temat tabu… jestem zakupocholiczką.

Więcej mnie kosztuje druga ciąża… Bo po cc mam problem- wizyty są droższe, trwają mega długo- blizna przeszkadza w dobrej obserwacji dzidziusia i za niedługo będę musiała te wizyty mieć częściej, żeby kontrolować rozciągliwość blizny w środku…

Która historia jest najbardziej podobna do Twojej?

PS. Bardzo dziękuję Wam dziewczyny, że zechciałyście podzielić się ze mną swoimi historiami!

A Was zachęcam żeby być z nimi na bieżąco na ich facebooku, wtedy na pewno nic Wam nie umknie!

Ania nebule.pl

Aga wronek.pl

Malwina bakusiowo.pl

Aga radoshe.pl

Angela stashki.pl

Możesz również zobaczyć

19 komentarzy

Kama 7 grudnia 2015 at 23:43

A ja prowadziłam swoją ciążę na NFZ i jestem mega zadowolona. Chodziłam kiedyś do tej Pani Ginekolog prywatnie i nie widzę żadnej różnicy (a wiem, że niestety są tacy lekarze, którzy inaczej traktują pacjentki na kasę i te prywatne). Do szkoły rodzenia też chodziłam bezpłatnie jako edukacja przedporodowa prowadzona przez położną środowiskową (miałam w niej bardzo dużo zajęć zarówno teoretycznych, jak i praktycznych. Było też 5 dodatkowych spotkań z tatusiami, te były już płatne po 30 zł). Rodziłam w jednym z popularniejszych szpitali w okolicy i jestem bardzo z niego zadowolona, moja przyjaciółka jest tam położną, ale wydaje mi się, że nie miało to dużego wpływu na zachowanie personelu wobec mnie. Dużo ludzi, którzy nie mieli tam znajomości polecało ten szpital, więc chyba wszystkich traktują dobrze;)

Odpowiedz
Ewelina 30 listopada 2015 at 22:47

Przeczytalam sumiennie caly artykul i wszystkie komentarze i stwierdzam ze jestescie szczesciarami wydajac tak malo pieniedzy na prowadzenie ciazy i sam porod… ja od ponad roku mieszkam w USA i tutaj sprawa jest zuuuuupelnie inna… jak pewnie wszystkie dobrze wiecie w USA nie ma NFZ-u (ktorego tak wszyscy nienawidza a ja za nim tesknie), leczenie, jakiekolwiek leczenie jest PRYWATNE a ceny za nie KOSMICZNE… o Ciazy dowiedzielismy sie bedac na podrozy poslubnej w Polsce:) odrazu pobieglam do lekarza, wizyta z usg 150 zl, ciaza zdrowa 6 tydzien lekarz jedyne co zalecil to nie skakac na bungee 🙂 wrocilismy do USA no i sie zaczelo, trzeba wybrac lekarza/przychodnie/szpital, zaraz okazalo sie ze ubezpieczenie dodatkowe ktore mam wykupione przykrywac Ciaze w 0% 🙂 wiec juz problem, nie wszyscy chceili mnie przyjac „bez ubezpieczenia” ktore moge miec dopiero od stycznia a koszt jego $1100 -miesiecznie. WKONCU znalazl sie laskawca i nas przyjal, pierwsza wizyta (14tydzien, USG, siusiu, cisnienie, rozmowa z Ginekologiem i pobranie krwi do PODSTAWOWYCH badan, z niektorych nonszalancji zrezygnowalam typu- poznanie plci przez kre ($450)) koszt wizyty $500 🙂 nastepna wizyta siusiu, cisnienie, rozmowa z ginekologiem (5minut), sluchanie serduszka $330, Pani zajmujaca sie finansami przychodni podliczyla ze do konca roku (dopoki nie bedziemy miec ubezpieczenia) musimy zapalcic $3500 dla mnie bylo to glupota placic z gory za cos co sie jeszcze nie odbylo ale mus to mus, tak wiec w listopadowej wizycie 21 tydzien zaplacilismy $1200zl (USG na ktorym dowiedzielismy sie ze w brzuszku mam malutkiego Piotrusia, siusiu, cisnienie, rozmowa z Ginekologiem (2minuty), i tak to Kochane wyglada w USA…. mialam w sumie 2 USG i wiecej miec nie bede… chyba ze (odpukac) pojawia sie jakies komplikacje, jakbym chciala dokupic dodatkowe USG to jest koszt $300 . Naprawde brakuje mi NFZ-u, becikowego, urlopu maciezynskiego, wychowawczego… Tutaj po porodzie zazywczaj kobiety maja 3 miesiace „maciezynskiego” i musza wracac do pracy. No ale gadanie gadaniem marudzenie marudzeniem liczenie liczeniem, ja uwazam ze ciaza to najpiekniejszy okres w moim zyciu i juz wiem ze na jednym dzieciatku nie skonczymy 🙂 i zaplacilabym kazdego $, zl, zeby tylko Dziecko bylo zdrowe i silne 🙂

Odpowiedz
www.MartynaG.pl 29 listopada 2015 at 23:27

Co tu dużo mówić… ten stan wart jest każdej ceny! : )

I często koszty nie pojawiają się w trakcie trwania ciąży a również przed. Wszystko w imię tych naszych maleńkich CUDÓW 🙂

Odpowiedz
Aga - Bunio Story 26 listopada 2015 at 17:52

W pierwszej ciąży szalałam i owładnięta byłam paniką o zdrowie Młodego. Od początku prywatnie, wizyta 180 zł + ogromna ilośc badań w sumie nie wiem po co (z progesteronem, ciągłym betahcg itp) około 100 zł na 2 tygodnie. Potem postanowiłam skorzystać z usług NFZ który choc korzystałam przez kilka krótkich miesięcy zupełnie nie spełniał moich oczekiwań. Lekarz zapominał o zlecaniu podstawowych badań z hbsem włącznie. Poza tym trzykrotne usg zupełnie mnie nie satysfakcjonowało (ta niepewność). Prenatalne x2 po 300 zł i szkoła rodzenia u położnej z ‚mojego’ szpitala (ok.200-300zl nie pamietam dokładnie). Lekarz z NFZ zawiódł, nie wykrył w porę pojawiającej się u mnie gestozy. Na szczęście trafiłam ponownie prywatnie do lekarza ze szpitala, w którym chciałam rodzić. Super opieka, niesamowita intuicja i… miejsce w szpitalu, w którym z uwagi na popularność o nie trudno. Nie byłam faworyzowana bo większość pacjentek na oddziale było od lekarzy szpitalnych. Wszystkie miałyśmy wspaniała opiekę. Drugą ciąże prowadzi ten sam lekarz. Strasznie żałuje, że nie trafiłam na fajną opiekę w ramach NFZ. Niemniej cieszę się, że trafiłam na osobę w tym zakresie zaufaną. Koszt wizyty 120zł.

Odpowiedz
Agata - Ruby Times 26 listopada 2015 at 02:44

Mam dość podobną historię, jeśli chodzi o pierwszą ciążę – wizyty były prywatne i kosztowne, podobnie badania.
Ale rodziłam w państwowym (bardzo dobrym) szpitalu, bez żadnych znajomości i dopłat do położnych, a mimo to miałam wypasioną świeżo odnowioną 2-osobową salkę z nowiutką łazienką i ogólnie wszystko było na super poziomie, łącznie z opieką. To chyba zalezy też od miejsca, bo są takie szpitale i takie porodówki. Wcale nie trzeba płacić za to fortuny.

Za drugą i obecną trzecią ciążę nie płacę w zasadzie nic – poza badaniami prenatalnymi. Wszystkie wizyty mam w pakiecie korporacyjnego medi-cover, łącznie z USG i USG 3D, jeśli sobie zażyczę, to na każdej wizycie. I – w odróżnieniu od pierwszej ciąży, gdy zdałam się na przypadek – obecnie mam cudownego lekarza, który prowadził mą drugą ciążę i odbierał poród (w wodzie, bez znieczulenia, sn, państwowy szpital, bez dopłat) i właśnie prowadzi trzecią ciążę.

Wydaje mi się, że jak w każdym biznesie usługodawca wykorzystuje często nasz strach i niepewność i widzi, że aż palimy się, by zapłacić, by coś było lepiej. Więc wymyśla to coś – a tak naprawdę płacimy za niemożliwy do wyceny spokój sumienia.Inna sprawa, że bez tego poród pewnie odbyłby się bardzo podobnie, a obsługa najprawdopodobniej byłaby tak samo (lub prawie tak samo uprzejma). Ale to już moje odczucie 🙂

Odpowiedz
Marta M
Marta M 26 listopada 2015 at 09:51

Super! Cieszę się, że są takie osoby jak Ty, które piszą o tym, że wcale nie trzeba płacić, żeby być w pełni usatysfakcjonowanym ze swojego porodu ;). Myślę, że za mało jest takich historii.

Odpowiedz
Paula 25 listopada 2015 at 22:42

Obydwie ciąże miałam prowadzone w Niemczech i tu wizyty jak w prywatnym gabinecie na kasę chorych. 3 usg w 3D, wszystkie badania na miejscu, od 16tc ktg. Rodziłam jednak w Polsce i w ostatnim miesiącu korzystałam z Polskiej służby zdrowia. Nie będę pisać o tym, że w przychodni akurat skończyła się jakaś umowa z nfz-em i za usg musiałam zapłacić. I w sumie nie chodzi mi o tą płatność, ale o to jak jest traktowany pacjent, w dodatku kobieta w ciąży. Nie wspomnę o kolejkach na ktg w szpitalu…

Odpowiedz
Esencja 25 listopada 2015 at 00:01

W każdej historii znalazłabym jakiś mały element, ale jednak moja jest nieco inna. Miałam to szczęście, że przez swoje trzy ciąże byłam prowadzona przez bardzo dobrego specjalistę-położnika w prywatnej klinice Centrum Medycznym Damiana w Warszawie, a za całość, łącznie z badaniami płaciła firma, w której pracowałam. Za dwa porody musiałam zapłacić już sama, ale otrzymałam sporą zniżkę od firmy. Trzeci poród planowany również w klinice CM Damiana, odbył się gdzieś zupełnie indziej, bo nie zdążyłam dojechać do kliniki, ale na szczęście udało się bez życiowej traumy. Szpitale państwowe omijam dużym łukiem ze względu na to jak traktują pacjentów, ogólną znieczulicę, częste błędy lekarskie i nie ponoszenie za nie nieodpowiedzialności.
Bardzo fajny pomysł Marta z zaangażowaniem innych w temat 🙂

Odpowiedz
Aga 24 listopada 2015 at 13:04

Mam nadzieję, że te historie z wpisu nie odstraszą kogoś, kto chciałby mieć dziecko, ale uważa, że ciąża, poród i maluch kosztują fortunę 🙂 bo wcale nie muszą.

Ja nawet nie zastanawiałam się nad tym, żeby prowadzić ciążę prywatnie. Z jakiegoś powodu płacę składki przecież. I nawet nie chodziło o brak kasy, ale o ideę – opieka państwowa mi się należy.

Obie ciąże prowadziłam w najbliższej przychodni, nie było kolejek, ciężarne miały pierwszeństwo w zapisach na wizyty, mogłam też przyjść bez zapisywania się, jeśli coś mnie niepokoiło. Badania robiłam na nfz, na każdej wizycie miałam robione USG. Lekarka dawała skierowania na ważne usg, typu połówkowe, do innej przychodni z nowowczesnym sprzętem, ale też na nfz. Myślałam, że może prywatnie usg będzie jeszcze lepsze, dokładniejsze i wydałam niepotrzebnie 250 zł :)Na nfz miałam też robione usg prenatalne, gdy pojawiły się jakieś wątpliwości co do zdrowia dziecka, chodziło o choroby genetyczne.

Z mojego doświadczenia wynika, że podejście do pacjenta, sprzęt itp. zależą od konkretnego lekarza, położnej, a nie od tego kto płaci – państwo czy pacjent.

Z porodami też nie było problemu. Państwowy szpital w Gdańsku, świetne położne, warunki spoko, na pewno nie jak w hotelu na wakacjach, ale 3 dni dało radę przeżyć 😉 Szpital akademicki, więc uczennice chętnie pomagały przy dzieciach.

Gdybym miała być w ciąży po raz trzeci, poszłabym znów do przychodni i rodziła w tym samym szpitalu. Można mieć dobrą opiekę „za darmo” (składki płacimy, więc nie tak do końca to jest darmowe).

Odpowiedz
Agata - Ruby Times 26 listopada 2015 at 02:47

Zgadzam się, tak naprawdę dużo zależy od miejsca! Są takie, w których pacjenci są traktowani tak samo, a poziom jest spoko. Na śląsku wiem o przynajmniej 3 takich 🙂

Odpowiedz
Mama-prawie-dwojki 24 listopada 2015 at 12:45

Historia Malwiny z Bakusiowa jest straszna, ciekawa jestem co to za beznadziejny szpital! Nie znoszę takich zachowań i unikam takich miejsc. Nepotyzm, łapówkarstwo, lekarz-Bóg, itp. Napisz proszę co to za szpital, jakie miasto?
Ja rodziłam w szpitalu św. Zofii w Wawie i tam wszyscy są traktowani równo i sympatycznie, czy płacisz za położna 2000 zł czy nie płacisz złotówki i trafiasz na taką z dyżuru to i tak zajmą się Tobą jak mogą najlepiej. Przynajmniej tak wynika z moich doświadczeń i obserwacji.
Do prowadzenia ciąży polecam Babka Medica i pakiety ciążowe.

Odpowiedz
Marta M
Marta M 24 listopada 2015 at 14:05

Myślę, że po takie informacje trzeba sięgać do źródła. Mi Malwina nie powiedziała, który to szpital i ja też już nie dopytywałam…

Odpowiedz
Karolina 24 listopada 2015 at 11:29

Pierwszą ciążę póki było ok prowadziłam na NFZ gdy zaczęły się komplikacje trafiłam prywatnie pod skrzydła świetnego lekarza, który uratował zarówno życie jak i zdrowie mojej córki, a na oddziale na którym leżałam i rodziłam jego zdanie bardzo się liczyło choć nie był ordynatorem. Gdy zaczęliśmy się starać o drugie dziecko byłam pod jego stałą opieką i obecnie w ciąży z drugą córką mogę dzwonić do niego nawet w środku nocy. Za każdą wizytę płacę od 100 do 150 zł ( ale na każdej mam robione usg), wszelkie wymazy lub inne skierowania dostaję na NFZ bowiem przyjmuje w przychodni przyszpitalnej, choć zdarza mi się iść prywatnie, by ominąć kolejki. W szpitalu będę rodzić w tym samym co pierwszą córkę i wiem, że na tego lekarza będę mogła liczyć w każdej chwili.

Odpowiedz
Marta 24 listopada 2015 at 11:25

Żadna historia nie jest podobna do mojej. Ciążę prowadziłam na nfz, bez żadnych kolejek, bez żadnych problemów, gdy tylko potrzebowałam byłam przyjmowana bez zapisu, miałam zapewnione wszystkie badania, tylko usg robiłam prywatnie ze względu na godziny badań, chcieliśmy z mężem być razem a na nfz było to nie możliwe. Rodziłam w szpitalu publicznym, bez prywatnej położnej…

Odpowiedz
aga 24 listopada 2015 at 10:52

Dzięki dziewczynom za podzielenie się kosztorysem ciąży. To dokladnie tak wygląda. Ja ciążę prowadziłam w Warszawie, prywatnie. Koszty byłyby jak u dziewczyn ale na szczęście pakiet medyczny płaciła firma w której pracuję. Pod koniec ciąży zdecydowałam się na poród w państwowym szpitalu na Podlasiu. Lekarz z Warszawy powiedział ze pod względem lekarzy mogę trafić kiepsko ale ze opieka położnicza może być dużo lepsza i darmowa. Rzeczywiście położne przemiłe, pomocne, byłam i w wannie i na piłkach, poprosiłam o znieczulenie, był mój mąż a na korytarzu mama która też cichaczem parę razy weszła. Sala pojedyńcza ( to akurat fuks). Nie zapłaciłam ani złotówki! Poród był piękny. Tylko lekarz pojawił się na ostatnie 5 minut i był to lekarz który 30 lat wcześniej odbierał poród mamy jak ja się rodziłam. Jak mnie zszywał to położna mówiła”panie doktorze może jeszcze tu a może jeszcze tu” i tylko mu okulary poprawiała.

Odpowiedz
Asia Latorośle 24 listopada 2015 at 07:07

Pierwszą ciążę prowadziłam prywatnie u super lekarza. Drugą – tez u niego, ale na nfz (usg na kazdej wizycie). Bardzo sobie chwaliłam te rozwiązanie. Oczywiście dochodziły badania (nie opłacało mi się jeździć z krwią/moczem po 15 km by mieć badania gratis), robiłam w przychodni najbliżej mnie, a jesli czas naglił (nadciśnienie) to w szpitalu i wynik miałam po kilku godzinach, czasem prawie od ręki. I 2x usg prenatalne x 150 zł, rózne witaminy, leki na nadciśnienie i babskie infekcje. Na drugą ciążę nie wydałam dużo kasy. Udało się.

Odpowiedz
Joanna Janaszek 23 listopada 2015 at 22:15

W zasadzie żadna. Prowadziłam ciążę w połowie w Warszawie, w połowie w Kielcach. W połowie na NFZ, w połowie prywatnie. Mam bardzo mieszane uczucia. Ale nie będę Ci tu elaboratu pisać

Wiem natomiast jedno… Kolejny raz mam zamiar rodzic w prywatnej klinice, po tym wszystkim co przeszłam w publicznym szpitalu nie zdecydowalabym się raczej urodzic w nim ponownie… chyba, że ze swoją położną, ale i tak bardziej skłaniam się ku klinice.

Odpowiedz
Chichotki Trzpiotki 23 listopada 2015 at 18:50

Oj tak, ciąża to nie jest tanie przedsięwzięcie. Ja też chodziłam prywatnie do lekarki prowadzącej moją ciążę (miałam też u niej w szpitalu rodzić), prywatnie chodziłam do innego super lekarza na USG, nawet badania krwi robiłam prywatnie bo nie chciało mi się chodzić do lekarza z nfz-tu tylko po skierowania… Wszystko sporo kosztowało. Do tego suplementy itp. Ale było warto. Czułam się bezpieczniej i komfortowo. A na koniec poród… Miałam CC, więc położnej nie opłacałam, ale za to wykupiliśmy sobie z mężem indywidualną salę z własną łazienką i łóżkiem dla męża. Dzięki temu, że wybrałam nasz powiatowy szpital podwarszawski za 5 dób zapłaciliśmy tyle, co za jedną dobę w warszawskim szpitalu, w którym pracuje moja prywatna ginekolożka. Ale nie zauważyłam różnicy w traktowaniu, mimo, że personel szpitala mnie nie znał. Lekarz, który odbierał CC (a było dość ciężkie) z własnej woli przychodził do nas codziennie sprawdzić, jak się czujemy. Czasami nie trzeba zapłacić za życzliwość.

Odpowiedz
Marta M
Marta M 23 listopada 2015 at 19:24

Fajnie, że byliście razem z mężem 🙂

Odpowiedz

Skomentuj