Całkiem serio

Fajne mamy te dzieciaki

posted by Marta M Październik 19, 2016 4 komentarze

Co i rusz natykałam się na opinię, że współczesne dzieciaki nie mają dzieciństwa, że tylko telefony, internety, ajpady, że jak ja byłam/łem mała/y to tylko trzepak, koleżanki i koledzy, wracanie do domu po nocach, robienie „bazy” gdzieś w krzakach i jedzenie obiadu w pośpiechu, a najlepiej na dworze. „Kiedyś to my mieliśmy prawdziwe dzieciństwo a teraz…”

Teraz też jest fajnie. Serio. Całe lato spędziłam z moimi dzieciakami biegając gdzieś po piaskownicach, całując kolanko od upadku na hulajnodze i gdzieś w biegu za nią łapać wolną huśtawkę. Obserwowałam też te starsze dzieci i całe otoczenie i wiecie co? Wcale nie uważam, że „kiedyś” różni się od „dziś”. To są te same dzieciaki, mające te same potrzeby. Wiecie ile razy w ciągu tych wakacji przeżywałam „back to childhood”- chyba nie zliczę.

Serce mi się śmiało jak widziałam bazy w krzakach, jak dzieciaki bawiły się w „raz, dwa, trzy babajaga patrzy”. Jak na placu zabaw „podłoga parzy”, jak dzieciaki w grupkach omawiały swoje problemy, jak robiły wyścigi na rolkach i na rowerach. Jak słyszałam wołanie rodziców z oddali i tą słodką odpowiedź „Proooooooszę, jeszcze 5 min”. Na moim osiedlu kilka razy widziałam jak dzieciaki rysowały/odrabiały lekcje na klatkach. Patrzę na nich i myślę sobie- kurcze przecież to moje dzieciństwo! Jak patrzyłam na ilość tych dzieciaków na placu zabaw to się zastanawiałam też, gdzie tu jest niż demograficzny?

Słowo klucz- procedura

Nasze pokolenia różnią możliwości i dyrektywy unijne. Mieszkam na nowym osiedlu i bardzo ubolewam, że nie mam trzepaka. Wiecie ile razy miałam ochotę tak po prostu wytrzepać mój dywan. Nie wiem właściwie dlaczego ani my, ani nasi sąsiedzi, ani nikt w okolicy u kogo byłam tych trzepaków nie ma, może Unia już nie pozwala, nie wiem? Ale jestem pewna, że ile razy bym koło niego nie przechodziła to widziałabym na nim zwisające, dotykające ziemi dziewczęce włosy.

Zaczęliśmy być bardzo zamkniętym społeczeństwem. Teraz wszystkie place zabaw są ogrodzone, osiedla buduje się zamknięte, lubimy żyć w otoczeniu gdzie jest ochrona, monitoring, bezpieczeństwo, regulaminy, wymogi. Pewnego letniego dnia spotkałam Panią w osiedlowej piaskownicy, która z uporem biegała z miarką i wszystko mierzyła. Ucieszona zapytałam czy planują państwo rozbudować nasz plac zabaw, bo obecna wersja jest bardzo uboga. W odpowiedzi usłyszałam, że nie, że Pani sprawdza czy wszystkie wymiary się zgadzają czy są zgodne z wymaganiami. Serio. Na placu zabaw, gdzie jest jedna piaskownica, mikro zjeżdżalnia tak, że moje młodsze dziecko zaraz z niej wyrośnie i mała huśtawka. Coś może być niezgodne z procedurami?

Proszę mnie wpuścić

Pewnego razu udałam się do sąsiadów na plac zabaw- osiedle zamknięte, monitorowane. Dzwonię do ochrony i grzecznie pytam czy mogłaby Pani uprzejmie wpuścić mnie z dwójką dzieci na pół godzinki na Wasz plac zabaw. Pani wystraszona dzwoni do administratorki osiedla, a ta odmawia wpuszczenia. Zmieszanym głosem Pani z ochrony próbowała się tłumaczyć, że wie Pani, że gdybym to ja mogła to ja bym wpuściła, że przykro mi bardzo. Głupio się poczułam, bo czułam się jakoś związana z tym osiedlem. Z okna na przeciw ich widzę, ludziom dzień dobry w piekarni mówię. Przecież nie zepsuję tej ich zjeżdżali i nie wyniosę piachu w kieszeni. Moje dzieci chętnie poznałyby dzieci z sąsiedztwa, ale te procedury…

Z jednej strony stawiamy wokół siebie mury prywatności z innej uprawiamy internetowy ekshibicjonizm. Nasze dzieci wcale nie mają „gorszego” dzieciństwa, oni żyją w czasach jakie my dla nich stworzyliśmy. Jeżeli smartphone jest czymś zupełnie codziennym, to dobrze jak nasze dziecko potrafi je obsługiwać. To znaczy że wszystkie instynkty zwierzęcego przetrwania, nie zmieniły się od dziesiątek wieków. To zwykły proces ewolucyjny. Dostosowanie się do obecnie panujących warunków.

Dzieciaki będą spędzały z nosem w smartphonie tyle czasu ile im na to pozwolimy. Jeżeli dziecko będzie widziało, że my spędzamy przed komputerem większość wolnego czasu, ono będzie robiło to samo. Ale jeżeli my zaczniemy pokazywać im, że internety to nie wszystko, że jest masa innych aktywności, to jestem pewna, że każde dziecko ochoczo z tego skorzysta. Widziałam to zjawisko na własne oczy.

Fajne mamy dzieciaki. Serio. Wystarczy wyjść z internetu, przestać oglądać memy i narzekać na tę teraźniejszość i współczesność tylko po prostu rozejrzeć się dookoła. One są takie same jak my kiedyś, one tylko żyją w innych czasach.

img_6060 img_6023 img_6012

Możesz również zobaczyć

4 komentarze

meandmyspace.pl 25 października 2016 at 21:11

U mnie da się wejść na zamknięte place zabaw ale te mamy przyglądają mi się jak obcemu przybyszowi, kosmicie, patrzą mi na ręce jakbym chciała wynieść stamtąd ich zabawki więc nie chodzę tam często. Wolę już swój malutki placyk.

Odpowiedz
Zbyszek 22 października 2016 at 11:59

Bardzo dobry tekst. Idę więc z maluchem na spacer poogladać liście 😀

Odpowiedz
Magda 21 października 2016 at 21:38

Wiesz co, ostatnio miałam taką samą sytuację. Chciałam zintegrować się z sąsiadami z osiedla obok, mówimy sobie dzień dobry, dzieci chodzą nawet do tego samego parku. Dzwonimy – wychodzi ochrona i zonk – plac zabaw tylko dla mieszkańców. No cóż.

Odpowiedz
Justyna 21 października 2016 at 21:12

Właśnie zmieniłam swoj punkt widzenia dzieki Tobie i podpoisuje sie pod tym rekami i nogami

Odpowiedz

Skomentuj